Teologia Roku 1844 (1)

BibleWprowadzenie

Można przyjąć bez ryzyka pomyłki, że gdyby William Miller w latach trzydziestych XIX wieku miał świadomość, jaką posiadł po 22. października 1844 roku, nigdy nie byłby stanął na czele ruchu, który jak gwałtownie przetoczył się przez Stany Zjednoczone w latach czterdziestych, tak dramatycznie zakończył się owego tragicznego dnia październikowego, gdy oczekiwany Jezus Chrystus nie powrócił na Ziemię.

 

Niektóre źródła podają, że animator i oficjalny przywódca <Ruchu Adwentowego>, chciał się wycofać z działalności i odwołać swoje rewelacje już po pierwszym rozczarowaniu, gdy Jezus Chrystus nie przyszedł – jak to ujmują niektórzy autorzy – „między marcem 1843 a marcem 1844 roku”. Jednak pod naciskiem swoich współpracowników, którzy powoli zaczęli zyskiwać coraz większy wpływ na bieg spraw, przystał na jeszcze jedną, zasugerowaną przez Samuela Snow’a, ostateczną datę – 22.października 1844 r.

Kiedy oczekiwany czas przeminął, a zapowiadane wydarzenie nie nastąpiło, wstrząśnięty i załamany W. Miller oficjalnie uznał swoją pomyłkę, odwołał głoszone rewelacje i powrócił na łono macierzystego Kościoła Baptystów. Ostatek swego życia poświęcił na próby naprawiania tragicznych skutków swej poprzedniej działalności, w czym wspierali go życzliwie duchowni tegoż Kościoła, przejęci tragedią człowieka, który bez wątpienia miał dobre intencje, lecz faktycznie stał się jednym z fałszywych proroków.

William Miller zmarł w roku 1849, a zatem pięć lat po <wielkim rozczarowaniu>. Można współczuć człowiekowi, który porwał swymi ideami niemal sto tysięcy ludzi – ludzi do tego stopnia oddanych ruchowi, że sprzedali swe posiadłości i wszystko przeznaczyli na głoszenie wieści, że w określonym dniu Jezus Chrystus przyjdzie na Ziemię. Ludzi, którzy tego dnia odziani w białe szaty – jedyne co im pozostało z rzeczy materialnych – wyszli na góry czy wypłynęli na wyspy (odpychając od brzegu łodzie, jako już niepotrzebne – wszak stamtąd mieli być zabrani wprost do Nieba!), musiał potem patrzeć, jak rzesza ta, jak poszczególni ludzie, załamani, zrozpaczeni, w skrajnej depresji tracili wiarę lub nawet targali się na swoje życie! Z niemal stu tysięcy zwolenników ruchu można się było potem doliczyć zaledwie kilkadziesiąt osób!…

 

To nie jedyna tego rodzaju historia, i nie jedyna taka tragedia.

W historii chrześcijaństwa było wielu ludzi, którzy – choć odwoływali się do Pisma Świętego –   źle zrozumieli jego naukę, i – przekonani, że zwiastują Boże poselstwo – głosili własne poglądy. To musiało doprowadzić do duchowych rozczarowań ich zwolenników – i osobistej tragedii samych głosicieli!.

Pismo Święte, które podkreśla, że Jezus Chrystus jest jedynym Fundamentem naszej wiary i naszego zbawienia, ostrzega zarazem, że same intencje nie wystarczą, a każde ludzkie dzieło w określonym czasie zostanie poddane próbie ognia:

  • „Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć, oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus.

A czy ktoś na tym fundamencie wznosi budowlę ze złota, srebra, drogich kamieni, z drzewa, siana, słomy, to wyjdzie na jaw w jego dziele; dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień.

Jeśli czyjeś dzieło, zbudowane na tym fundamencie, się ostoi, ten zapłatę odbierze. Jeśli czyjeś dzieło spłonie, ten szkodę poniesie, lecz on sam zbawiony będzie, tak jednak, jak przez ogień”    (1 Kor 3,11-18).

 

Tragiczna historia Williama Millera uplastycznia myśl ap. Pawła. Ufając miłosierdziu Pańskiemu można żywić nadzieję, że człowiek ten, który na szlachetnym Fundamencie zbudował swój dom „z trawy i ze słomy”, a potem w dniu próby musiał patrzeć na jego pożar i ginące w tym pożarze ofiary – ze względu na późniejszą skruchę, szczere pragnienie naprawy i czynione w tym kierunku wysiłki, będzie zachowany. Niestety, „jakby przez ogień”… 

 

Część pierwsza

 

„RUCH  ADWENTOWY”

 

       W latach trzydziestych XIX wieku, w Ameryce Płn. powstał ruch religijny, którego inicjatorem i początkowo przywódcą był William Miller. Główną nauką, wokół której skupili się zwolennicy ruchu, było zwiastowanie widzialnego, powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa, które – zgodnie z obliczeniem Millera – miało nastąpić w okresie „od marca roku 1843. do marca roku 1844” 1)

Ruch ten, którego zwolennikami stało się wielu członków kościołów protestanckich, głównie Baptystów i Metodystów (sam W. Miller był wcześniej pastorem Baptystów), odznaczał się wielkim dynamizmem. Jego rzecznicy – kaznodzieje i szeregowi członkowie – występowali zdecydowanie i z wielką pewnością siebie, dokumentując swe twierdzenie wykresami proroczymi, na których precyzyjnie wyliczali czas świata i dzień powrotu Pana. Wykresom swym i obliczeniom ufali do tego stopnia, że za nieistotne uznali ostrzeżenie Jezusa z Ewangelii Marka 13,32; „Lecz o dniu owym i o godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”!

Patrząc na „Ruch Adwentowy”2) tamtego czasu, uznać go trzeba za swego rodzaju fenomen, możliwy do zaistnienia na tę skalę tylko w określonym czasie i środowisku, a także pod kierownictwem jednostek posiadających swoistą charyzmę,3)  zdolnych przekonać do swych racji i poderwać do aktywności swoich zwolenników.

Równocześnie należy zaznaczyć, że samo zjawisko – w takiej czy innej skali – znane jest niemal od zawsze; od zawsze obecne w ludzkich społecznościach. Według podobnej zasady funkcjonowały bowiem wspomniane Piśmie Świętym ruchy Teodosa czy Judasza Galilejczyka (DzAp 5,.33-37), którzy „podawali się za kogoś niezwykłego” i „pociągali za sobą lud”, lecz „oni sami zostali zabici, a zwolennicy ich zostali rozproszeni”. Na niej oparta była religijno-polityczna myśl rabina Akiby, który w pierwszej połowie II stulecia po Chrystusie, ogłosił za Mesjasza niejakiego Bar Kochbę i rozpętał Drugie Powstanie Żydowskie przeciw Rzymianom (130-135), utopione we krwi przez władców znad Tybru. Długo można by wymieniać podobne przypadki i przedstawiać ludzkie sylwetki. Czas, środowisko i sytuacja sprawiły między innymi, że do pierwszej wyprawy krzyżowej (1096-99), na czele której stanął Godfryd de Boullon, doszło pod wpływem żarliwych, fanatycznych wystąpień Piotra z Amiens, pustelnika, który zorganizował tzw. krucjatę ludową. Z licznych podobnych przypadków w czasach nam bliskich można wymienić tragicznie zakończoną historię <Świątyni Ludu>, sekty religijnej założonej przez Jamesa Jonesa, która w rzeczywistości dla swych wyznawców stała się <Świątynią zagłady>!4)

 

Oczywistym błędem byłoby twierdzenie, że opisana powyżej zasada ma zastosowanie wyłącznie negatywne. Wymienione przykłady negatywne, nie mogą deprecjonować występujących i funkcjonujących zgodnie z tą zasadą zjawisk pozytywnych. Wszak i Bóg, gdy dla jakiejś sprawy – dla Jego szczególnego działania – nadchodzi właściwa godzina, tworzy sytuacje, powołuje i wyposaża darami swych łask, Swego Ducha (charisma) wybranych ludzi i posyła ich w Swoim imieniu z poleceniem wykonania określonego  zadania.

Tak było w czasach przed potopem, gdy Noe „kaznodzieja sprawiedliwości” (2 Ptr 2,5) w mocy Ducha (por. 1 Ptr 3,18-20) wzywał ludzi do upamiętania. Tak było w Egipcie, kiedy Mojżesz i Aaron stawali w imieniu Jahwe przed faraonem. Tak było w wielu, wielu innych podobnych przypadkach, gdy prorocy i królowie, pędzeni Duchem Jahwe wzywali starszyznę i lud do opamiętania i pokuty, bądź do uwielbienia Boga i podjęcia działań przez Niego nakazanych. Wszędzie tam, w odpowiednim czasie i określonych warunkach, powołani i wyposażeni przez Boga odpowiedni ludzie, występowali z poselstwem i zyskiwali posłuch wśród narodu.

Tak samo jest w czasach nowotestamentowych, gdy Ewangelia zbawienia głoszona jest w mocy Ducha Świętego, przez naśladowców Jezusa Chrystusa. Ostatnie dwa tysiące lat dowiodły także, że Bóg działając systematycznie i nieustannie w ludzkiej historii, wykorzystuje czasy, zdarzenia i sytuacje, dla realizacji swoich szczególnych zamierzeń. Pod tym względem są czasy – okresy czasu – bardziej ważne i uprzywilejowane od innych, czasy, w których dokonuje się szczególny postęp w zrozumieniu niektórych, przemilczanych wcześniej lub niedocenionych prawd, i w których żniwo dusz dla Królestwa było szczególnie obfite! Pisząc to, mam na myśli Wielką Reformację wieku XVI i Małą Reformację wieku XVII. Myślę o wielkim przebudzeniu religijnym końca osiemnastego i  początku dziewiętnastego wieku… Myślę także o naszym obecnym, tak dramatycznym czasie…

 

Jak w to wszystko wpisuje się historia życia Williama Millera i ruchu, który zainicjował, i któremu przewodził?

Jego ruchu nie obciąża i nie dyskwalifikuje to, że funkcjonował w oparciu o określone zasady formalne. Obciąża go i dyskwalifikuje co innego; to mianowicie, że w założeniach swoich – szczególnie w głównym, gdy chodzi o czas przyjścia Jezusa Chrystusa – oparł się na negacji Słowa Bożego; że spekulacje prorocze przedłożył ponad jasne i proste oświadczenie Zbawiciela („Ale o tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” – Mk 13,32)! Dyskwalifikuje go także to, że mimo ostrzeżeń ze strony wiernych Chrystusowej nauce chrześcijan, dalej ogłoszono dokładny dzień przyjścia Syna Bożego. Bo można czegoś nie zauważyć, coś przeoczyć, bądź nie docenić jakiegoś tekstu; ale w sytuacji gdy ktoś na to zwraca uwagę, nie wolno nadal lekceważyć Słowa Bożego!

Analizy historiozoficzne i religijne, podobnie jak psycho- i socjologiczne, którym poddaje się szczególne zjawiska, zwłaszcza te o skali masowej, zazwyczaj trafnie wskazują na przyczyny, wzajemne związki i uwarunkowanie spraw, oraz tłumaczą i tłumaczą takie a nie inne ich następstwa. Dodatkowym czynnikiem jest także czas, weryfikujący wszystko, dokonujący selekcji pozytywnej i negatywnej.

Prześledźmy więc, dostępne dla naszego poznania okoliczności w jakich żył, zgłębiał Biblię i tworzył podstawy swego ruchu William Miller. Spójrzmy też na jego otoczenie, na ludzi z nim współpracujących, którzy po wycofaniu się Millera, pozostali przy jego koncepcjach i w oparciu o nie zbudowali swój Kościół.

Ze względu na to, że w opracowaniu tym zajmę się krytyczną oceną ruchu Williama Millera i niektórych doktryn Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, dla zachowania maksimum obiektywizmu, poza nielicznymi przypadkami opierać się będę na materiałach własnych tego Kościoła. Czego więc adwentyzm naucza odnośnie epoki, ludzi zaangażowanych w ruch millerowski i jego animatora – Williama Millera?

 

      William Miller (1782 – 1849) – sylwetka przywódcy.

 

Dwa spojrzenia są obecne w adwentyźmie na osobę i dzieło Williama Millera. Jedno, które każe widzieć przywódcę ruchu jako człowieka zupełnie wyjątkowego i świętego; człowieka, którego odwiedzają aniołowie, by go wprowadzić w Boże tajemnice, a potem wspierać go w prowadzonym dziele. Spojrzenie drugie jest bardziej wyważone i racjonalne. Postrzega Millera jako energicznego, przejętego swymi odkryciami działacza, który jest dzieckiem epoki, a ruch, którego był przywódcą, jako ekstremalne potraktowanie prawdy o powtórnym przyjściu Jezusa Chrystusa.

 

Osobą, która chce widzieć Millera, jako postać wyjątkową, jest Ellen Gold White, uznana w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego za proroka ostatniego czasu. 5) Jej zdaniem ruch millerowski od początku aż do końca znajdował się pod szczególną opieką Nieba, koncentrując na sobie najwyższe zainteresowanie Boga, Jezusa Chrystusa i Bożych aniołów:

„[...] Bóg wysłał swego anioła, aby wpłynąć na serce pewnego niewierzącego w Biblię rolnika, żeby on zaczął badać proroctwa. Aniołowie Boży odwiedzili kilka razy tego wybrańca, by kierować jego rozumem i objaśniać mu proroctwa, które były zawsze niezrozumiałe dla ludu Bożego. Dany mu został początek łańcucha prawdy i został doprowadzony do tego, że zaczął szukać ogniwa za ogniwem, aż z wielkim podziwem począł spoglądać na Słowo Boże. Zobaczył on w tym Słowie doskonały łańcuch prawdy. Słowo to, którego on nigdy nie uznawał za natchnione (podkr. SK), ukazało mu się teraz w całej swej piękności i okazałości. Zauważył też, że jedno miejsce w Biblii objaśnia drugie, a co tutaj jest niezbyt jasne, zostaje wyjaśnione w drugim tekście. Z największą pokorą i wielką radością przyjął on to święte Słowo Boże” (Ellen G. White, „Doświadczenia i Widzenia” s. 196 lub „Wczesne Pisma” s. 229).

Dalsza część artykułu ——-> TEOLOGIA ROKU 1844

Statystyka

stat4u

Księga od Boga darowana

Translate

Dodaj do

Słowo Boże na dziś

Dlaczego Jezus

Serdecznie zapraszam do nowej zakładki na mojej stronie - TEOLOGIA ROKU 1844

Chrześcijanin a świat zewnętrzny

Cuda

Odstępstwo w chrześcijaństwie

Wiara czy emocje

Zagrożenia Ewangelii

Wiara społeczności i wiara jednostki

O Istocie Najwyższego

Moc Boża

Łaska Boża