„Kiedy będą zburzone podstawy, cóż pocznie sprawiedliwy?…”

image_pdfimage_print

Zaufałem Panu; Jakże możecie mówić do mnie:

Ulataj jak ptak w góry!

Bo oto bezbożni napinają łuk,

Przykładają strzałę do cięciwy,

Aby ukradkiem miotać ją na prawych.

Kiedy będą zburzone podstawy,

Cóż pocznie sprawiedliwy?

Pan jest w swym świętym przybytku,

Pan, którego tron w niebie; oczy Jego widzą ,

Powieki Jego badają ludzi.

Pan bada sprawiedliwego i bezbożnego,

A nienawidzi tego, kto kocha bezprawie.

Na bezbożnych zsyła deszcz rozżarzonych węgli i siarki,

A wicher palący jest udziałem ich.

Bo sprawiedliwy jest Pan, kocha sprawiedliwość,

Prawi zobaczą oblicze jego” (Ps. 11,1-7).

To, co działo się w bliższym i dalszym otoczeniu Achaba,

a także w całym Północnym Państwie Izraela, ochmistrz domu królewskiego, Obadiasz, obserwował z coraz większym niepokojem, przykrością i bólem. Człowiek, którego imię znaczyło <sługa Jahwe> i w swym sercu był oddanym Bogu Izraelitą, patrzył z rosnącym przerażeniem na poczynania Izebel, żony króla, która nie zaniedbywała niczego, by wykorzenić kult Jahwe i zmusić wszystkich Izraelitów do czczenia Baala! Jako urzędnik odpowiedzialny za sprawy administracyjne i gospodarcze dworu, nie miał obowiązku włączać się w główny nurt wydarzeń politycznych i przemian religijnych, dzięki czemu – nie okazując swych prawdziwych przekonań i uczuć – mógł potajemnie sprzyjać, ochraniać i ratować tych, których nienawidziła, ścigała i prześladowała Izebel…

Jedną z większych akcji, które zorganizował, było ocalenie z pogromu stu <proroków Jahwe>1), na których krwawa królowa wydała wyrok śmierci. Ukrytych w skalnych pieczarach, przez długi czas „żywił chlebem i wodą” (1 Krl 18,4).

Dla każdego musi być oczywiste, że ta konspiracyjna działalność była śmiertelnie niebezpieczna, a na co dzień ogromnie stresująca; że obfitowała w momenty i zdarzenia dramatyczne, gdy bezpieczeństwo spiskowców wisiało na włosku! Tym bardziej, że w ukrycie, a potem w opiekę nad przebywającymi w górach prorokami musiała być zaangażowana spora grupa zaufanych osób!

Obadiasz ryzykował nie tylko utratę stanowiska, ale i życia! I to dzień w dzień. A stan ten utrzymywał się przez co najmniej kilka lat… Ilu zaufanych ludzi musiał przekonać i zaangażować do współpracy?… Jak wielkie koszty ponosił?… Ile razy miał wrażenie, że sprawa się wydała, a mściwa królowa obmyśla już dla niego rodzaj kaźni…?!

Tamta sytuacja przywodzi mi na myśl osoby, które z narażeniem życia w okresie okupacji hitlerowskiej ratowały Żydów – wspominam słynną „Listę Schiendlera”, albo na przykład osobiście mi znaną, nieżyjącą już s. Zofię Różycką i jej męża, Jakuba Gargasza, którzy za ukrywanie w ziemiance pod stodołą rodziny żydowskiej, tuż przed wyzwoleniem zostali skazani na śmierć! Żydowską rodzinę rozstrzelano na ich oczach, a oni uratowali się tylko dlatego, że okupanci akurat gwałtownie potrzebowali ludzi do kopania okopów przed nacierająca Armią Radziecką. Rosjanie przyszli, a hitlerowcy uciekli… Oczywiście, to Pan Bóg znalazł dla nich ratunek! Kilka lat później Jakub Gargasz zmarł. A ja pamiętam wzruszenie, gdy w imieniu Siostry, która ze względu na stan zdrowia nie mogła pojechać do Warszawy, w późnych latach 80. minionego wieku, odbierałem przyznany im medal „Sprawiedliwy wśród narodów świata”!

Myśląc o nich wszystkich usiłuję zrozumieć, co trzeba w sobie mieć, aby, gdy zburzone zostaną podstawy” – gdy wszystko kruszy się i rozpada, a ludzie wokół myślą jedynie o własnym bezpieczeństwie i wygodzie – zachować się tak, jak Obadiasz, Schindler, i inni podobni do nich bohaterowie?

To wszystko każe mi też myśleć o tych zborach/kościołach,

które obecnie przypominają Królestwo Północne Izraela za dni Achaba, jako że ich nie uświęceni przywódcy zamiast strzec nauk Pisma Świętego i chronić swych członków przed wpływami bałwochwalczymi, angażują się w działalność ekumeniczną i czynią wiele, aby zacieśnić więzy z hierarchami odstępczego rzymskiego kościoła. Na skutek tego zapożyczone z pogaństwa fałszywe wierzenia i odstępcze praktyki „duchowego Babilonu” (Obj 18,1-4) przenikają do ich własnych zborów/kościołów, które – choć nominalnie wciąż uznają się za protestanckie – już dawno zapomniały czym jest zdrowy protest przeciw rzymskiej bezbożności. Ba, doszły nawet do wniosku, że piętnowanie błędów „nierządnicy” jest czymś niewłaściwym – <bo to tak nieelegancko wytykać im błędne wierzenia i kwestionować ich praktyki religijne, które oni darzą takim szacunkiem>. Tak oto <polityka poprawności> święci swój triumf. Tragiczne!

Jak daleko to zaszło, mogą świadczyć słowa jednego ze starszych, w moim niegdyś kościele, gdzie byłem redaktorem odpowiedzialnym m. in. za wydawanie książek i czasopism. Wśród publikacji, jakie wychodziły spod mego pióra, oprócz treści typowo ewangelizacyjnych i nauczających, były też polemiki doktrynalne z autorami innych społeczności, w których m. in. sprzeciwiałem się wielu naukom kościoła rzymskiego. Po kilku dziesiątkach lat tej pracy zauważyłem, że powszechna wcześniej akceptacja dla tych treści, pod wpływem ekumenicznej mentalności, jaka w międzyczasie zaczęła się pojawiać w mojej społeczności, ustępuje miejsca wątpliwościom, czy na pewno jest to słuszne…? A gdy w roku 2009. przeszedłem na emeryturę, jedno z czasopism, które było poświęcone teologii, zostało natychmiast zlikwidowane (oficjalnie <tylko je zawieszono do jakiegoś czasu>), a w głównym periodyku zaledwie od czasu do czasu ukazuje się jakiś artykuł omawiający biblijne zasady wiary, natomiast <wyprano> go zupełnie z jakichkolwiek treści polemicznych! I to właśnie wtedy jeden z czołowych przywódców społeczności, zauważył: <Bardzo dobrze, że to się zmieniło! Wreszcie nasze czasopismo można bez obawy podać komuś z sąsiadów i znajomych…>!

Ten nowy, ekumeniczny kierunek myślenia i działania, tak znamienny dla naszych dni, rodzi tragiczne następstwa:

  • Pierwszym, najbardziej rzucającym się w oczy, jest coraz powszechniejsza dezorientacja szeregowych członków zborów/kościołów (a zwłaszcza młodzieży!), którzy nie bardzo już wiedzą, czy powinni głosić i wywyższać prawdy biblijne, wykazywać błąd i zwalczać go Pismem, czy… raczej milczeć?! A może – powtarzając za innymi, że <liczy się tylko miłość>, oraz, że <nie należy nikogo osądzać> – powinniśmy dać sobie spokój z nawracaniem kogokolwiek?… Do takiego wniosku skłania m. in. fakt, że naraz kościół w wielu przypadkach zaczął korzystać z duchowej posługi pastorów innych społeczności – nawet tych, które przejęły niemałą grupę naszej młodzieży! No cóż, duch ekumenizmu, który zaleca: „Nie mówmy o tym, co nas dzieli, lecz o tym, co nas łączy”, zmienił zasadniczo ich myślenie – mimo, iż społeczność formalnie odżegnuje się od ruchu ekumenicznego…
  • Drugim niebezpieczeństwem jest manipulacja, jakiej podstępnie poddaje się członków niektórych zborów/kościołów. Przywódcy, którzy dają im poczucie złudnego bezpieczeństwa („bo przecież my nie jesteśmy formalnie członkiem organizacji ekumenicznych”), równocześnie praktykują i upowszechniają ekumenizm praktyczny – biorąc udział w zgromadzeniach ekumenicznych organizowanych przez duchowy „Babilon” i jego satelitów, organizując u siebie inauguracje tygodnia modlitwy o jedność chrześcijan, goszcząc w swych salach nabożeństw purpuratów i składając im rewizyty, współpracując z nimi w komisjach, których celem jest wzajemne zbliżenie, itp., itd. I podczas, gdy Bóg Biblii mówi „Wyjdźcie spośród nich ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające. Gdyż aż do nieba dosięgły grzechy jego, i wspomniał Bóg na nieprawość jego” (Obj 18,4), sprzedajni pasterze zborów/kościołów idą w kierunku przeciwnym. A co gorsze, swoim postępowaniem sugerują współwyznawcom, że jest to słuszny kierunek!
  • Trzecim niebezpieczeństwem jest to, iż zasugerowani ekumeniczną aktywnością swych przywódców członkowie zborów/kościołów mogą ostatecznie dojść do wniosku, że kościół rzymski zmienił się tak dalece, iż dziś nie odpowiada już charakterystyce 17. i 18. rozdziału księgi Objawienia! I choć wydaje się to nieprawdopodobne, to jednak niektórzy, zdezorientowani przez swych pasterzy i/lub mało czujni wyznawcy, ten fałsz <kupują>, a nawet próbują szerzyć! Jak ów, wspomniany już przeze mnie w jednym z artykułów brat, który ubiegłej zimy, w rozmowie telefonicznej z przejęciem opowiadał mi o swojej fascynacji spotkaniami, jakie młodzi katoliccy aktywiści organizują w jego okolicy. Jego zachwyt wzbudziła otwartość katolickich liderów, którzy chętnie zapraszają osoby z kręgów protestanckich, udzielają im głosu w dyskusjach i głośno okazują radość z ich obecności. W czasie tej rozmowy powiedział mi: Jestem pod wrażeniem, jak budujące rozważania i dyskusje oni prowadzą!… W tamtym miesiącu tematem było <Kazanie na Górze>, a ostatnio <Modlitwa Pańska>!… Jakież bogactwo myśli, i ile głębi w wypowiedziach dyskutantów, aż się nie chce wierzyć, że to katolicy… Uwierz mi, że coś się zmienia w kościele katolickim! To jest już jakby inne wyznanie… Myśmy do tej pory byli wobec nich bardzo krytyczni… myślę, że za bardzo!… I chyba już czas, abyśmy na nich spojrzeli innymi oczami… Jestem przekonany, że zamiast z sobą walczyć, moglibyśmy zacząć współpracę… I zamiast się dzielić, wspólnie chwalić Boga!… Czy wiesz, cośmy od nich ostatnio usłyszeli? – Powiedzieli, że dziękują nam za Reformację!!! Że dzięki temu doszło u nich do przebudzenia; <Wy zaczęliście Reformację, a my ją teraz dokończymy!> – powiedzieli … Sam powiedz, czyż nie jest to działanie Ducha?! … Coś się zmieniło, to już nie jest ta społeczność, którą nazywaliśmy <Babilonem> i <wszetecznicą>… Dlatego, gdy zaproponowali nam wspólnotę w modlitwie, nie miałem nic przeciwko temu…Słuchałem i nie wierzyłem własnym uszom, zdumiony tym, co mówił, i tym, jak mówił. Bo jego słowa i ton świadczyły nie tylko o wielkiej fascynacji opisywanymi sprawami. Była w nich także wyraźnie sygnalizowana gotowość do aktywnego zaangażowania się we współpracę z rzymskokatolickimi aktywistami! Odpowiedzi na pytania, jakie mu w międzyczasie zadałem – a w naszej rozmowie przez dłuższy czas ograniczałem się wyłącznie do pytań – nie pozostawiały wątpliwości, że tak właśnie myśli, i tak właśnie czuje.I dlatego w jakimś momencie, gdy już nie miałem wątpliwości, że go dobrze zrozumiałem, postanowiłem zabrać głos: Powiedz mi proszę, zacząłem, na czym według ciebie polega odmienność współczesnego katolicyzmu?… Czy władcy znad Tybru odrzucili Podanie Ustne (Tradycję) i teraz swą wiarę opierają wyłącznie na Piśmie Świętym?… Czy odrzucono tam, uprawiane na ogromną skalę bałwochwalstwo?… Czy zarzucono bałwochwalczy kult <królowej niebios>?… Czy rzymski katolicyzm wyznał ze wstydem, że zmienił Boży Dekalog i powrócił do biblijnej wersji Dziesięciu Przykazań?… Czy papież przestał się nazywać <ojcem świętym> i teraz oddaje chwałę Najwyższemu?… Czy przestał się uważać na pontifexa maximusa (najwyższego kapłana), i uznał, że Najwyższym Kapłanem dla chrześcijan jest wyłącznie Jezus Chrystus?… Czy odrzucono tam <sakrament ołtarza> – tzw. mszę świętą, która mówiąc wprost, jest profanacją Ofiary Golgoty?… Na tym oczywiście nie koniec, i ty doskonale wiesz, ile fałszywych nauk i doktryn głosi rzymski katolicyzm… A więc powiedz mi, jakie zmiany tam się dokonały?… No nie, w doktrynach nic się nie zmieniło, odpowiedział. Ale fakt, że oni tak poważnie traktują Biblię, pozwala żywić nadzieję, że i te rzeczy z czasem mogą się zmienić… A zresztą, to przecież miłość jest najważniejsza, i właśnie tę miłość trzeba im okazać!… Ja wiem, że ty jesteś – zresztą zawsze byłeś – radykalny, ale może warto raz jeszcze to przemyśleć?…

To wszystko dostrzegają trzeźwo i krytycznie myślący

członkowie zborów/kościołów i w duszy nie zgadzają się na duchowe zamieszanie, w jakie wprowadzają ich ludzie, od których należałoby oczekiwać, że z powołania i obowiązku będą dobrymi pasterzami.

Niestety, niewielu ma odwagę wyrazić głośno swój sprzeciw. Tym bardziej, że – i to jest największym problemem – zdecydowana większość wyznawców społeczności, nawet jeśli nie jest zadowolona z takiej polityki przywódców, woli milczeć, by się nie wychylać, i nie narażać… Ludzie są spracowani i zmęczeni, a do zboru przychodzą aby się pomodlić, posłuchać kazania, wspólnie z innymi uwielbić Boga pieśnią, a potem… wrócić do domu na świąteczny obiad! Nie chcą przeżywać stresów, nie są im potrzebne kłopoty i nieuniknione utarczki. – Po co im to wszystko?! Tym bardziej, że mają dzieci i wnuki – dokąd je poprowadzą?… To są naprawdę trudne wybory: „Kiedy będą zburzone podstawy, cóż pocznie sprawiedliwy?”

Istniejąca sytuacja sprawia, że w zborach/kościołach wielu Obadiaszów udaje się na <wewnętrzną emigrację>, ograniczając do minimum swą zborową aktywność, i licząc na to, że w pewnych momentach Pan Bóg użyje ich do pomocy skrzywdzonym i biednym, albo do <ratowania synów prorockich>… I to się często dzieje. Dziś wprawdzie oficjalni przywódcy nie zabijają fizycznie osób kontestujących ich postępowanie, fatalne decyzje, czy opieszałość w sprawach nie cierpiących zwłoki… Ale proces eliminowania przeciwników wciąż ma miejsce. Można ich przecież za pomocą intrygi lub w wyniku zmowy pozbawić wpływu na życie społeczności, wypchnąć ze zboru/kościoła, a na dodatek zniesławić w opinii i skazać na duchową banicję! A patrzący na to członkowie zborów?… No cóż, przy odrobinie sprytu ich także udaje się zmanipulować, pozbawić własnego zdania, użyć do własnych celów, a przynajmniej skłonić do milczenia. Jak Izraelitów z czasów Achaba. Pamiętacie tamtą sytuację?

  • Wtedy Eliasz przystąpił do całego ludu i rzekł: Jak długo będziecie kuleć na dwie strony? Jeżeli Jahwe jest Bogiem, idźcie za nim, a jeżeli Baal, idźcie za nim! Lecz lud nie odrzekł mu ani słowa (1 Krl 18,21)!

Choć ludzie mają swoje zdanie w tej czy innej sprawie, to nie zawsze je wypowiadają. Natomiast ci, którzy nimi manipulują, liczą na zmęczenie materiału; wiedzą, że gdy pierwsze emocje opadną, ludzie pogadają i zapomną, bo przecież – przypomnijmy znane powiedzenia – <co z oczu, to z serca>, a <nieobecni nie mają racji>.

(c.d.n.)