22.Czy Duch Święty jest “Trzecią Osobą Trójcy Świętej”?

image_pdfimage_print

Kościoły i wyznania chrześcijańskie, które do swego Credo przyjęły katolicki dogmat o <Trójcy Świętej> – w tym wiarę w osobowość Ducha Świętego – nauczają, że Duch Święty jest Trzecią Osobą Trójcy Świętej.1) Nieżyjący już wybitny teolog adwentystyczny, prof. Zachariasz Łyko, podejmując w swej książce temat Ducha Świętego, napisał:

    • Ta Osoba Bóstwa okryta jest najgłębszą tajemnicą, niemniej jednak Pismo Święte objawia – w zakresie dostępnym dla ludzkiego rozumu – istotę postaci Ducha Świętego, a w szczególności Jego osobową naturę, stanowisko i funkcję. Jako Osoba Boska posiada Duch Święty – podobnie jak Ojciec i Syn – wszystkie przymioty i honory Bóstwa” 2)

Zaczerpnięte z hellenistycznego chrześcijaństwa przekonania autora, pokrywają się ściśle z nauczaniem rzymskiego katolicyzmu 3) , w którym – począwszy od IV wieku – w nie cichnących sporach, walkach i bólu rodził się dogmat <Trójcy Świętej>. W Nowym Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy:

Wierzyć w Ducha Świętego oznacza wyznawać, że Duch Święty jest jedną z Osób Trójcy Świętej, współistotny Ojcu i Synowi i „z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę” (podkr. SK). Dlatego zagadnienie Boskiej tajemnicy Ducha Świętego, znalazło się już w „teologii” trynitarnej. […] Duch Święty działa z Ojcem i Synem od początku aż do wypełnienia zamysłu naszego zbawienia. Dopiero jednak w „czasach ostatecznych”, zapoczątkowanych Wcieleniem Syna, zostaje On objawiony i udzielony, uznany i przyjęty jako Osoba…” 4)

Ostatnie zdanie powyższego cytatu sugeruje zadziwiającą ewolucję biblijnej nauki o Duchu Świętym. Zdaniem trynitarzy, Pismo Święte najpierw rozumie Ducha Świętego jako bezosobową moc – wpływ i działanie osobowego Boga – a dopiero potem, w Nowym Testamencie, naucza o Osobie, która „podobnie jak Ojciec i Syn”, posiada „wszystkie przymioty i honory Bóstwa”!… To bardzo dziwny pogląd, zważywszy że mówimy o Bogu, który od zawsze pragnął aby ludzie Go znali i czcili! Moje zdziwienie wzrasta jeszcze bardziej, gdy uświadamiam sobie, że nauka o osobowości Ducha Świętego zrodziła się nie na gruncie Pisma, ale – co przyznają sami teolodzy katoliccy – na gruncie hellenistycznych poglądów religijno-filozoficznych.

Biblijni chrześcijanie, którzy nie tylko deklaratywnie ale rzeczywiście, swe nauczanie wywodzą jedynie z Pisma i wyłącznie na nim je opierają – stanowczo odrzucają katolicki dogmat o <Trójcy Świętej>, który nie ma nic wspólnego z monoteizmem patriarchów, ludu izraelskiego i pierwotnego, apostolskiego chrześcijaństwa.

Duch Święty, a język Biblii

Analizy języka Biblii wskazują, że terminem <Duch Święty> nie określa się w nim osoby. Oto, co na ten temat mają do powiedzenia zasługujący tu chyba na zaufanie katoliccy teologowie, jako że opinia, którą wyrażają, jest niewygodna dla nich samych:

    • Duch Boży (hebr. ruach Jahwe, ruach Elohim), stwórcza moc Boża, podtrzymująca istnienie świata i kierująca dziejami ludzkości. Cechą Ducha Bożego jest niczym nie ograniczony dynamizm, który stanowi realizację planów Boga, decydującego o czasie, miejscu i przebiegu wydarzeń, pomimo że jego logika nie zawsze zbiega się z ludzkimi kategoriami myślenia. […] Żaden tekst Starego Testamentu nie mówi o Duchu Bożym jako o osobie (podkr. SK)” 5)

    • Duch, Duch Boży, Duch Święty – hebr. termin ruach, który LXX oddaje przez grec. pneuma, oznacza powiew powietrza (np. Iz 57,13), wiatr (Rdz 8,1), burzę (Jer 13,24). W tym ostatnim znaczeniu ruach występuje głównie w Jr i Ps. Kolejne znaczenie wyprowadzono z obserwacji burzy, a więc oznacza ono siłę lub potęgę, która stoi w służbie Boga (Wj 14,21), lub wprost Jego twórczą moc (Rdz 1,2), stwarzająca i napełniająca świat (Mdr 1,7; por. Lb 14,21; Wj 40,34). Tę Bożą moc w dziele stworzenia utożsamiano z życiodajna siłą (Rdz 45,27), wychodzącą od Boga (Iz 42,1) i wnikającą w człowieka w formie tchnienia (Rdz 7,22. W ten sposób D.ruach stawał się łącznikiem pomiędzy Bogiem i stworzeniem. Życie ludzkie pochodzi od Boga, a życiodajne tchnienie, trwająca permanentnie w człowieku i umożliwiające mu zbliżenie się do Boga, wyróżnia go spośród pozostałych dzieł Bożych. […] Trudno określić, czy i w jakim stopniu D. w ST nosi cechy osoby. W początkowej fazie nauczania o D. Bożym chodziło raczej o wyrażenie mocy i siły Bożej. W tekstach, w których D. przypisuje się przymioty ludzkie, idzie o plastyczne uzmysłowienie wszechmocy działalności Boga. NT rozwinął myśl o D. w oparciu o hellenistyczne poglądy religijno-filozoficzne […] Nie zawsze można rozstrzygnąć, w których tekstach NT Duch Święty występuje wyraźnie jako osoba, a w których jako moc Boża. W takich wyrażeniach jak np. „wylać Ducha Świętego”, „chrzcić Duchem Świętym”, „namaścić Duchem Świętym”, idzie raczej o moc Bożą…” 6)

    • Duch Boży, najczęściej po hebrajsku nazwany „ruach Jahwe”, jest rzeczą jak na to wskazuje żeński rodzaj słowa „ruach”, a w greckim nijakiego rodzaju „pneuma”, będące odpowiednikiem „ruach” w Nowym Testamencie” 7)

Progresja Objawienia…?

Przytoczone powyżej, typowe opinie biblistów katolickich wcale nie znaczą, że ich autorzy odrzucają osobowość Ducha Świętego. Przeciwnie, oni ją przyjmują twierdząc, że:

    • O osobie będzie mowa znacznie później, dopiero w końcowym stadium Objawienia ewangelicznego” 8)

Zadziwiające, jak łatwo niektórzy teologowie potrafią odłożyć na bok świadectwo całego Starego Testamentu i prawie całego Nowego! Zatrzymajmy się jednak przez chwilę przy progresji Objawienia, na którą się powołują i załóżmy, że rzeczywiście w końcowym stadium Objawienia mowa jest o osobie.

Zdziwienie takim tokiem rozumowania wyraził K.J., autor opracowania pt. Trójca Święta – mit, czy rzeczywistość?:

    • […] Gdyby chrześcijanin szanujący Pismo Święte rzeczywiście uznał, że w końcowym stadium Objawienia ewangelicznego objawiona została prawda o osobowości Ducha Świętego, to powinien poważnie zastanowić się nad powstałą w ten sposób sprzecznością: Podczas, gdy zdecydowana większość tekstów w Biblii mówi o Duchu Świętym jako o rzeczy, a tylko niewielki jej fragment zdaje się o nim mówić jako o osobie – to którą z tych dwu sprzecznych opinii należy przyjąć?

W Kościele katolickim, jak wiemy, rozumie się Objawienie jako ciągły proces, rozwijający się i doskonalący nie tylko w kolejnych księgach biblijnych, ale także poprzez rzekomo nieomylne orzeczenia soborów i papieży. Z kolei wielu protestantów (powołując się na 3. werset Listu Judy) nie dostrzega, że Biblia odzwierciedla duchowy rozwój ludu Bożego (przejawem tej tendencji jest specyficzny sposób argumentowania niektórych chrześcijan, którzy dla potwierdzenia swych wierzeń wyszukują wersety w różnych częściach Biblii – bez uwzględnienia ich chronologicznej kolejności i merytorycznej zawartości.

Tymczasem obie te postawy są błędne.

Objawienie Boże było niewątpliwie procesem rozciągniętym w czasie – i w tym sensie w koncepcji katolickiej tkwi jakieś racjonalne jądro. Uwzględniając jednak zmienność, teoria katolicka posuwa się zdecydowanie za daleko. Bo choć Bóg stopniowo przekazywał swoje prawdy ludziom, to czy można przyjąć, że kolejne prawdy zaprzeczały poprzednio głoszonym, i to najbardziej fundamentalnym? […] Nigdy nie było tak, że Bóg na przykład raz zakazywał czczenia obrazów i posągów oraz nakazywał święcenie soboty (karząc nieposłusznych nawet śmiercią), a po kilku tysiącach lat znosił swoje poprzednie Prawo, zezwalając na kult obrazów i ustanawiając inny dzień jako święty!…

Ewentualnej sprzeczności […] między rozumieniem Ducha jako rzeczy i jako osoby, nie można rozstrzygnąć inaczej jak odrzucając albo prawie całą Biblię – jeśli przyjmuje się osobowość Duch Świętego – albo końcowe fragmenty Objawienia ewangelicznego, gdzie – rzekomo – jest stwierdzona jego osobowość. Alternatywa taka jest oczywiście nie do przyjęcia dla chrześcijan mających w poważaniu Biblię, bowiem całe Pismo jest od Boga natchnione” (2 Tym 3,16)! 9)

Należałoby oczekiwać, że po uważnym przemyśleniu tej kwestii, dla nieuprzedzonego (tzn. nie poddanego wcześniejszej indoktrynacji) umysłu, wybór będzie oczywisty. Jednak liczne doświadczenia dowodzą, że jest inaczej.

Głównie dlatego, że jedni z wierzących w osobowość Ducha Świętego wcale się w tę kwestię nie zagłębiają, a innym – chyba nie rozumiejącym, jakie katastrofalne skutki dla wiary i zbawienia rodzi założenie, iż nauka Pisma Świętego mogłaby być zmienna – kwestia ta jakby nie przeszkadzała… I to pewnie dlatego K.J. postanowił tu jeszcze coś dodać:

    • […] czy rzeczywiście Bóg pod koniec Objawienia może anulować Swoje poprzednie słowa na rozważany temat? Jeśli Bóg, Autor Objawienia, jest ojcem sprzeczności, to jest ojcem nieprawdy, gdyż sprzeczność jest nieprawdą (a przypomnijmy, kogo Jezus nazwał „ojcem kłamstwa” – Ew. Jana 8,44)!

Oto, jak argumentują cytowani już katoliccy teologowie: „Ale to wszystko nie objawiałoby nam tajemnicy Boskiej Trójcy, gdyby Jezus podczas mowy w Wieczerniku nie powiedział, że poza tymi wszystkimi zjawiskami kryje się Boska Osoba. Najpierw odkrywa Ją imię w rodzaju męskim: już nie <Pneuma>, ale <Parakletos-Pocieszyciel>. Odtąd wysunięta na pierwszy plan Osoba poniekąd wchłania w siebie <ruach-rzecz>, o której mówi Stary Testament, a nawet Chrystus w swoich wcześniejszych wypowiedziach. Po wskazaniu tożsamości zachodzącej pomiędzy Parakletem a Pneuma, spotykamy zaimki rodzaju nijakiego (Jan 14,17), później występuje już tylko rodzaj męski, odsyłający do wymienionego uprzednio (Ducha Pocieszyciela) – <Paraklet-Pneuma> (Jan 14,26; 15,26; 16,8-14)”. 10)

Widzimy – pisze dalej K.J. – że wspomnianą sprzeczność autorzy powyższych słów klajstrują zwrotem <poniekąd wchłania>, nie będącym szczytem precyzji, za to ujawniającym ich bezradność interpretacyjną. Ale czy cokolwiek w ten sposób wyjaśniają? Czy wskazane wersety z ewangelii Jana rzeczywiście implikują, że Duch Święty jest osobą, ponieważ o <Pocieszycielu> (gr. paraklet) mówi się przy pomocy zaimków osobowych <on>, <jego>?

    • […] Słowo “pocieszyciel” w języku greckim wymaga męskiego zaimka bez względu na to, do czego się odnosi. Pewne języki przypisują płeć tylko osobom (jest tak, z wyjątkami, na przykład w języku angielskim). Inne zaś, jak język polski, przypisują płeć wszystkim rzeczownikom (o ryżu na przykład mówimy „on”, a o mące – „ona”). Język grecki należy do tych języków, które wymagają oznaczeń „on” lub „ona” dla wielu rzeczowników, niekoniecznie dla oznaczających osoby. Zaimek „on” w Jan 14,15-21 nie implikuje więc, że “Pocieszyciel” jest osobą. Nie powinna nas też zmylić pisownia z dużej litery – bo jest to wkład własny autorów przekładów. (Nie zapominajmy też, że greckie słowo „pneuma”, oznaczające tego samego Ducha Świętego, jest rodzaju nijakiego).

Polskiemu czytelnikowi nie trzeba zbyt długo tłumaczyć, na czym polega specyfika języka greckiego w Biblii. Istnieją jednak języki, które utrudniają zrozumienie tej prostej w gruncie rzeczy sprawy. Dla Anglosasów (Anglików, Amerykanów, Australijczyków itd), jeśli nie są wykształceni filologicznie, fakt iż Biblia o Pocieszycielu mówi „On”, jest bardzo mocnym argumentem na rzecz osobowości Ducha Świętego. Przemawia bowiem za tym ich intuicja językowa. Porównajmy na przykład, co na ten temat pisze wybitny kaznodzieja baptystyczny, Billy Graham: „Biblia naucza, że Duch Święty jest osobą. Jezus mówiąc o Duchu Świętym nigdy nie określał Go zaimkiem rodzaju nijakiego – <to>. Na przykład w Ew. Jana 14,15 i 16 Duch Święty jest określony jako <On>, ponieważ nie jest on jakąś mocą lub rzeczą, ale osobą. Ktokolwiek określa Ducha Świętego jako <to>, jest niedouczony lub nawet nierozważny”.11)

Billy Graham – pisze dalej K.J. – jest znakomitym kaznodzieją. Od nikogo nie powinno się oczekiwać wszystkich darów Ducha Świętego, więc nie mamy pretensji o to, co napisał. Dlaczego jednak polskie wydawnictwo nie opatrzyło tego fragmentu żadną uwagą? Przecież dla polskiego czytelnika argumentacja Grahama jest całkowicie niezrozumiała! Graham napisał, że „ktokolwiek określa Ducha Świętego jako <to>, jest niedouczony lub nawet nierozważny”.

Tymczasem, gdyby Polak mówił o Duchu Świętym <to>, świadczyłoby to nie o jego niedouczeniu lub nierozwadze, lecz o tym, że nie zna gramatyki języka polskiego! Bez względu na to, czy Duch Święty jest, czy nie jest osobą, w języku polskim o Duchu Świętym można mówić tylko <on>…” 12)

(c.d.n.)

Przypisy:

  1. Jak słusznie zauważa K.J., autor krótkiego opracowania pt. “Trójca Święta – mit, czy rzeczywistość?” (nie mylić z książką A. Wiśniewskiego pod tym samym tytułem): “Nazwę <Trójca> piszemy z dużej litery i opatrujemy przymiotnikiem <Święta> tylko przez wzgląd na tradycję i ustalony zwyczaj pisarski, a nie jako wyraz osobistej czci dla tego dogmatu. Pisanie przez niektórych antytrynitarzy wyrazu <trójca> z małej litery i bez określenia <święta>, jest zwykłym błędem ortograficznym, podobnie jak pisanie słowa <Bóg> z małej litery”.

  2. Zachariasz Łyko, Nauki Pisma Świętego, Wydawnictwo “Znaki Czasu”, Warszawa 1974, s. 95.

  3. Kościół Adwentystów DS., który najpierw – od swego powstania w połowie wieku XIX aż do początku XX wieku stanowczo odrzucał katolicki dogmat o <Trójcy Świętej>, a potem zaczął się do niego coraz bardziej skłaniać, zaś w roku 1980 przyjął go do swego Credo – w ostatnich dekadach zmienił swoje nauczanie w kwestii <Trójcy Świętej>. I tak, jeśli jeszcze w latach 80. minionego wieku wybitny teolog i czołowy polski publicysta adwentystyczny, Zachariasz Łyko krzewił katolicką ideę <Trójcy>, w której Bóg Ojciec od zawsze i na zawsze był Ojcem Pana Jezusa Chrystusa, a Jezus Jego odwiecznym Synem, to teraz upowszechnia pogląd, iż w <Trójcy Świętej> Bóg stał się Ojcem, a Syn Synem jedynie na podstawie UKŁADU, zawartego między Boskimi Osobami, co pono było potrzebne dla realizacji Planu zbawienia ludzkości…

  4. Katechizm Kościoła Katolickiego, Pallottinum 1994, s. 172.173.

  5. Encyklopedia Katolicka t. 4 str. 280-282.

  6. O. Hugolin Langkammer OFM, Słownik Biblijny (wyd II popr. i uzup.), Księgarnia św. Jacka, Katowice 1984, s. 45.46.

  7. Praca zbiorowa, Wprowadzenie do zagadnień teologicznych. Dogmatyka. tł. z języka franc. Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań-Warszawa-Lublin 1969, s.95.

  8. Ibid, s. 96 (cytat za: K.J. dz. cyt., str. 15.

  9. K.J., “Trójca Święta – mit, czy rzeczywistość?”, str. 17).

  10. Ibid.

  11. Ibid, str. 18.

  12. Ibid.