„Skoro zostałem zbawiony, to nie muszę być posłuszny!”…?

Niedawno otrzymałem e’maila z pytaniem: „Dlaczego ludzie, którzy autentycznie zmienili swoje życie, nie potrafią przyjąć całej nauki (np. prawdy o Bożym Prawie)…. Chciałbym to jakoś wyjaśnić…”

Rozumiem rozterkę pytającego.

Rodzi się ona stąd, że wokół nas żyje wielu ludzi, którzy po usłyszeniu Ewangelii Łaski, którą Najwyższy darował nam w Chrystusie Jezusie, przyjęli to poselstwo zbawienia, zostali ochrzczeni w wodzie na odpuszczenie swych grzechów (DzAp 2,36-39), autentycznie zmienili swoje życie porzucając grzechy, w których dotąd brnęli z upodobaniem lub z uzależniania, i stali się członkami zborów ewangelicznych, rozumieją – że jeśli tylko wytrwają na tej drodze, mają zagwarantowane życie wieczne!

W takim przeświadczeniu osoby te są utwierdzane przez pastorów i członków swych zborów, co sprawia, że nie widzą potrzeby weryfikowania przyjętych w środowisku przekonań i nauk, ani poszukiwania i przyjęcia dalszych prawd Słowa Bożego. Dlatego otaczają się czymś na kształt <chińskiego muru> i lekceważą oraz trzymają się z dala od tych, którzy starają się im przekazać, że – będąc dziećmi Bożymi i ciesząc się zbawieniem z Łaski – są zobowiązani zabiegać o „uświęcenie, bez którego nikt nie ujrzy Pana” (Hbr 12,14) – a więc powinni poznać i przestrzegać Boże Przykazania.

Bo ten, kto wie, że został zbawiony darmo z łaski przez wiarę, powinien też wiedzieć, że Najwyższy pragnie, byśmy naszą wdzięczność i miłość do Niego okazywali poprzez posłuszeństwo Jego przykazaniom. To jest <papierek lakmusowy> wiernych dzieci Bożych:

  • Po tym poznajemy, iż dzieci Boże miłujemy, jeżeli Boga miłujemy i przykazania Jego spełniamy. Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań Jego, a przykazania Jego nie są uciążliwe” (1 Jana 5,2.3).

  • Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie!” (Mt 7,21-23);

a czymże jest „bezprawie” (bez-Prawie!), jeśli nie lekceważeniem i deptaniem Prawa Bożego?!

Niestety, mimo to wciąż słyszymy, że zbawieni jesteśmy wyłącznie z łaski

i nie musimy (a nawet nie powinniśmy!) nic do tego dodawać; „Nic dodać nie możesz do łaski, bo Łaska to Pański jest dar…” – głosi jedna z często śpiewanej w zborach pieśni.

A tymczasem to nie tak, jako że wszyscy, którzy dzięki miłości Bożej, Łaską zostali oczyszczeni ze swych grzechów – z wdzięczności za wielki Dar Golgoty oraz dając dowód swego prawdziwego nawrócenia, w swym życiu wiary powinni przestrzegać Boże Przykazania!

Chciałbym, aby ta prawda przez Ducha Świętego dotarła do umysłów i serc wszystkich, którzy uwierzyli Ewangelii, że choć przestrzeganie Bożych Przykazań nie jest METODĄ zbawienia, to jednak jest i pozostaje DOWODEM prawdziwego nawrócenia i REGUŁĄ życia dziecka Bożego!

Aż trudno uwierzyć, że trzeba kogoś przekonywać do tak oczywistej prawdy.

Mimo to, w tym miejscu wskażę jeszcze na jedną zaskakującą niekonsekwencję osób, które wielbiąc Boga za Łaskę, równocześnie lekceważą i odrzucają potrzebę i konieczność posłuszeństwa Bożym przykazaniom.

Zatrzymam się chwilę przy DZIESIĘCIU PRZYKAZANIACH (Dekalogu), by postawić jedną zasadniczą kwestię:

  • Pytam szczerych, nawróconych do Boga i oczyszczonych krwią Jezusa Chrystusa chrześcijan, czy zgadzają się z tezą, że skoro zostali zbawieni Łaską, to teraz mogą czcić innych bogów, kłaniać się obrazom i posągom, zniesławiać imię Najwyższego, lekceważyć rodziców, mordować, cudzołożyć, kraść, wydawać fałszywe świadectwo, pożądać osoby i rzeczy, które należą do kogoś innego…?

Już widzę oburzenie, jakie wywoła to proste pytanie!

Niektórzy mogą się nawet obrazić i uznać mnie za osobę niepoważną, która odnośnie tak istotnej kwestii, wygaduje głupstwa… Kiedyś w tym miejscu niecierpliwy rozmówca powiedział z naciskiem: „A ja miałem pana za osobę poważną!…”.

Nie zdziwiłem się.

No bo jakże: przecież w ten sposób chrześcijanin zaprzeczyłby, że jest zrodzonym z Ducha dzieckiem Bożym! A tymczasem tak właśnie czynią ci wszyscy, którzy – mówiąc: <Prawo nas nie zbawia, tylko Chrystus> – usiłują w ten sposób usprawiedliwić swoje nieprzestrzeganie przykazań Bożych!

Tak, ja naprawdę wiem, o czym mówię.

I mam nadzieję, iż dzięki uczciwej odpowiedzi na postawione pytanie, do umysłów tych, którzy tak stanowczo twierdzą, że – skoro zostaliśmy zbawieni Łaską, to nieważne jest czy znamy, cenimy i staramy się przestrzegać Boże przykazania – dotrze w końcu ta oczywista prawda, że zostaliśmy przez Pismo zobowiązani do posłuszeństwa Bożym przykazaniom, z Dekalogiem, jako nadaną nam przez Boga KONSTYTUCJĄ – włącznie!

  • A jeśli mimo to ktoś – chlubiąc się swym oficjalnym statusem biblijnego chrześcijanina, czy na przykład posiadanymi darami Ducha – będzie nadal lekceważąco wypowiadał się na temat Prawa Bożego i lekkomyślnie przestępował przykazania, niech raz jeszcze przeczyta, co właśnie o nim powiedział Pan Jezus Chrystus: „… A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie!” (Mt 7,21-23);

W tym miejscu chcę dodać coś równie naturalnego, jak i oczywistego.

To mianowicie, że gdy mówię o potrzebie przestrzegania Dekalogu, mam na myśli potrzebę i konieczność przestrzegania wszystkich dziesięciu przykazań – z nakazanym w IV Przykazaniu Sabatem, włącznie!

Wynika to nie tylko ze słów ap. Jakuba, który stwierdził, że nieporozumieniem jest przestrzeganie tylko niektórych przykazań Dekalogu (choćby nawet dziewięciu z tych przykazań!), z równoczesnym zlekceważeniem i pominięciem chociażby jednego z nich:

  • Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego. Bo Ten, który powiedział: Nie cudzołóż, powiedział też: Nie zabijaj; jeśli więc nie cudzołożysz, ale zabijasz, jesteś przestępcą zakonu. Tak mówcie i czyńcie, jak ci, którzy mają być sądzeni przez zakon wolności.” (Jak 2,10-12).

Pozwólcie, że wyrażę to jeszcze inaczej:

  • Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego. Bo Ten, który powiedział: Nie będziesz miał innych bogów obok mnie, powiedział też: Pamiętaj o dniu sabatu, aby go święcić; jeśli więc nie czcisz innych bogów, ale lekceważysz sabat, jesteś przestępcą zakonu. Tak mówcie i czyńcie, jak ci, którzy mają być sądzeni przez zakon wolności.” (Jak 2,10-12; 2 Mjż 20,3.8-11).

Przykazania Bożego Dekalogu nie są pojedynczymi, niezwiązanymi z sobą i niezależnymi od siebie nakazami i zakazami, które można traktować wybiórczo. Są one NIEROZDZIELNĄ CAŁOŚCIĄ – danym ludziom przez Stwórcę na początku PRAWEM MORALNYM, głęboko wpisanym w człowieczą naturę i życie w chwili Stworzenia.

I jeśli nawet potem – wskutek Upadku i postępującej degradacji rodzaju ludzkiego, ta wewnętrzna prawość bywała przez jednostki i całe populacje tłumiona, a w niektórych momentach historii niemal zupełnie zanikła (por. 1 Mjż 6,5.11-13), to stałym pragnieniem Boga, był powrót do początkowego stanu! – Jak to ujął Pan Jezus Chrystus: „… od początku tak nie było” (czytaj Mt 19,3-8)! Widać to wyraźnie już w proroczych zapowiedziach, że w Nowym Przymierzu Najwyższy złoży swoje Prawo w sercach Swych dzieci i wpisze je do ich umysłów („Złożę swój zakon w ich wnętrzu i wypisze go na ich sercu, i będę Bogiem ich, a oni będą moim ludem” – Jer 31,31-34; Ezech 11,18.19; por. Hbr 8,1-13; 10,1-18)!

Przykazania Bożego Dekalogu są czymś na kształt łańcucha o dziesięciu ogniwach, który wiąże nas z Prawodawcą – będąc przewodnikiem uczącym bogobojności, moralności i uczciwości w codziennym życiu! To w takim właśnie kontekście ap. Jakub wypowiada te stanowcze słowa: Musisz się trzymać CAŁOŚCI, bo jeśli zlekceważysz i odrzucisz którekolwiek przykazanie – a więc niezależnie od tego, które „ogniwo” pęknie – twoja relacja z Bogiem musi ucierpieć!

Jeśli jesteśmy przy Dekalogu,

chcę tu jeszcze dodać słów kilka o tygodniowym dniu świętym – Sobocie.

Siódmy dzień tygodnia, SOBOTĘ, Bóg wyróżnił przy Stworzeniu; dzień ten został uświęcony odpoczynkiem Pana, obdarzony Jego szczególnym błogosławieństwem, i ogłoszony za święty (1 Mjż 2,1-3). Stało się to w pierwszym, doskonałym i bezgrzesznym Świecie, by w każdym czasie przypominać o wielkości i mocy Stwórcy. Podkreślają to słowa Pana, zapisane w IV Przykazaniu:

  • Pamiętaj o dniu sabatu, aby go święcić. Sześć dni będziesz pracował i wykonasz wszelką swoją pracę, Ale siódmego dnia jest sabat Pana Boga twego; Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służebnica, ani twoje bydło, ani obcy przybysz, który mieszka w twoich bramach. Gdyż w sześciu dniach uczynił Pan niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nich jest, a siódmego dnia odpoczął. Dlatego Pan pobłogosławił dzień sabatu i poświęcił go (2 Mjż 20,8-11).

Od tamtego czasu minęło już sześć tysięcy lat, podczas których skażony grzechem umysł ludzki daleko odszedł od swego Stwórcy, zaś ludzka pycha – wołając bluźnierczo: <Kimże jest Pan, abyśmy mieli w Niego wierzyć?!> – głosi, że stwórcą wszystkiego jest… ewolucja!

Jest to smutny stan, gdy ludzie zapierają się swego Stwórcy!

A sytuacja jest tym bardziej bolesna, że wśród czcicieli ewolucji znajdujemy też wielu tych, którzy – uznając się za biblijnych chrześcijan – pierwsze jedenaście rozdziałów Pisma Świętego, zawierające relację o Stworzeniu, uznali za zbiór mitów, twierdząc, że <Pan Bóg stworzył świat poprzez trwające miliony lat procesy ewolucyjne>… I kiedy im mówimy, że Tydzień Stworzenia i jego siódmy dzień, Sobota, był pierwszym w długim cyklu takich samych siedmiodniowych tygodni, ich reakcją jest uśmiech lekceważenia – choć mówimy im to samo, co powiedział Najwyższy, uzasadniając w IV Przykazaniu Dekalogu (2 Mjż 20,11) potrzebę święcenia Soboty, i wiążąc te słowa z treścią Księgi Rodzaju (2,1-3)!

No, ale jakże ludzie mają szanować nasze słowa, skoro nie szanują słów Pana Boga?!

W tym miejscu chcę dodać coś, co powinni wziąć pod uwagę ci, którym zależy na prawidłowym zrozumieniu tekstu Pisma Świętego:

Otóż – zgodnie z podstawowymi zasadami interpretacji Pisma Świętego – wszędzie tam, gdzie w Biblii hebrajskie słowo „yom” występuje z liczebnikiem, oznacza zawsze 24-godzinną dobę!

I tak właśnie jest Księdze Rodzaju rozdział pierwszy: „i nastał wieczór i nastał poranek dzień (yom) pierwszy”, „… dzień drugi”, „… dzień trzeci wersety . 5., 8., 13; por. Mt 4,2; Mt 12,40)… W odróżnieniu od tego, słowo „yom” występujące bez liczebnika (np. w Iz 65,1.2; 2 Kor 6,1.2), może oznaczać różne okresy czasu.

Dla nas – ludzi, którzy starają się przestrzegać wszystkie przykazania Dekalogu, w tym także IV przykazanie, nakazujące święcenie SOBOTY – najważniejszym i decydującym argumentem jest to, że TAK POWIEDZIAŁ PAN! oraz: TAK MÓWI PISMO! A biblijnemu chrześcijaninowi powinno to już wystarczyć.

Chcę jednak zwrócić jeszcze uwagę na coś niezwykle ważnego.

Wczytując się w treść IV przykazania Dekalogu znajdujemy, że sobota jest upamiętnieniem Dzieła Stworzenia. Bo w IV Przykazaniu Dekalogu Najwyższy mówi:

  • Pamiętaj, o dniu sabatu, abyś go święcił […] GDYŻ w sześciu dniach uczynił Pan niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nich jest, a siódmego dnia odpoczął. DLATEGO Pan pobłogosławił dzień sabatu i poświęcił go”.

Z tego wynika wprost, że dzień Sabatu ma przywodzić ludowi Bożemu i całej ludzkości na pamięć Boży AKT STWÓRCZY, i samego BOGA-STWORZYCIELA. Podobnie wyraża to Psalmista, mówiąc: Pamiątkę cudów swoich uczynił miłosierny a litościwy Pan” (Ps 111,7-8 BG).

Jak napisał jeden z autorów, postulując stanowczo przestrzeganie Soboty:

  • Pamięć o Bogu-Stworzycielu i dziele Stworzenia, którego On dokonał w przeciągu pierwszego tygodnia istnienia świata, ma ogromne znaczenie światopoglądowe, religijno-kultowe, wychowawcze i moralno-społeczne. […] Święcąc sobotę dajemy nadto wyraz swej wiary w istnienie Boga, Stworzyciela i Pana wszechrzeczy, który dzieła Swego dokonał w ciągu sześciu dni i odpoczął dnia siódmego, dzień ten bowiem jest upamiętnieniem biblijnego tygodnia stworzenia. W dobie przyrodniczego ewolucjonizmu, teologicznego racjonalizmu i konfesyjnego liberalizmu ten aspekt religii objawionej ma ogromne znaczenie” (Zachariasz Łyko, Nauki Pisma Świętego, wydawnictwo „Znaki Czasu”, Warszawa 1974, str. 164.165).

Istotnie, współcześnie, gdy teoria – podkreślam to stanowczo: teoria – ewolucji stroi się w naukowe szaty, a jej zwolennicy słowem i piórem rozpowszechniają zaledwie hipotetyczne, a często jawnie nieprawdziwe i zmyślone tezy nadając im pozór prawdziwości, a niektórzy z nich uciekają się nawet do fałszerstw i fabrykowania przez ewolucjonistów rzekomych <naukowych dowodów> (np. <Człowiek z Piltdown>, <meteoryt z Orgueoll>, <Pitekantrop> i wiele podobnych) – istnieje wielka potrzeba przypominania o Bogu-Stwórcy, który w sześciu dwudziestoczterogodzinnych dniach dokonał dzieła stworzenia, a siódmego dnia odpoczął!

Zdumiewa mnie, gdy słyszę członków zborów ewangelicznych chrześcijan,

którzy – głosząc, że wierzą we Wszechmogącego Stwórcę – w niepojęty dla mnie sposób, godzą swą wiarę z alegorycznym odczytywaniem biblijnej relacji o Stworzeniu!

Te same osoby, czytając w ewangeliach relacje o uzdrowieniach, jakich mocą Swego słowa dokonał Jezus Chrystus, nie wątpią, że stało się to naprawdę. I np. trędowaci, którzy prosili o oczyszczenie ze swej straszliwej choroby, gdy szli aby się okazać kapłanowi (Łk 17,11-19), w czasie drogi nagle odkryli, że są oczyszczeni!… Co się stało? – Oto nagle ich pełne wrzodów, głębokich wżerów i ran ciała, w cudowny sposób zostały uzdrowione i oczyszczone!… – A więc nie powoli, nie ewolucyjnie?!… Nie, bo w słowie Boga, a na ziemi także w słowie Chrystusa objawiła się ta sama, cudowna i potężna moc, która na początku objawiła się w Dziele Stworzenia:

  • Słowem Pana uczynione zostały niebiosa, A tchnieniem ust Jego całe wojsko ich. […] Bo On rzekł – i stało się; On rozkazał i stanęło!” (Ps 33,6.9);

  • I przyszedł do Niego trędowaty z prośbą, upadł na kolana i rzekł do Niego: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. A Jezus zdjęty litością, wyciągnął rękę swoją, dotknął się go i rzekł mu: Chcę, bądź oczyszczony! I natychmiast zszedł z niego trąd, i został oczyszczony ( Mk 1,40-42).

W związku z tym, powiem teraz bardzo stanowczo i surowo: Wierzący, który nie interesuje się i/lub nie przyjmuje do wiadomości, że zgodnie z podstawowymi zasadami hermeneutyki biblijnej, hebrajskie słowo „yom” pisane z liczebnikiem (a właśnie tak jest w pierwszym rozdziale Pisma Świętego!), zawsze w Biblii odnosi się do 24-godzinnej doby – ponosi odpowiedzialność za własne błędne wierzenie w kwestii Dzieła Stworzenia! A to dlatego, że w ten sposób opowiada się po stronie koszmarnego błędu, jakim jest teoria ewolucji, i w efekcie ODZIERA STWÓRCĘ Z NALEŻNEJ MU CZCI I CHWAŁY!

Niestety, milionowe tłumy – deklarując, że są chrześcijanami biblijnymi – nie dbają o poprawne odczytywanie tekstu Pisma Świętego! – Nic dziwnego, że tak łatwo stają się ofiarami głosicieli teorii ewolucji! Ale taka właśnie jest konsekwencja niedbałości i lekkomyślności.

Znamienne, że to właśnie ci sami ludzie tak łatwo zapominają o Bożym poleceniu: „PAMIĘTAJ, abyś dzień sobotni święcił…”

I jeszcze coś: Od jakiegoś czasu zauważyłem, że gdy w rozmowie albo w dyskusji, zwracam uwagę na Sabat – spotykam się nie tylko z niechęcią i lekceważeniem, ale z nie ukrywaną irytacją i złością…

I coraz częściej się zastanawiam, dlaczego nawet najmniejsza wzmianka o ustanowionym przez Pana Boga, tygodniowym dniu świątecznym, spotyka się z nie ukrywaną niechęcią, by nie powiedzieć wrogością – kto za tym stoi…?

c.d.n