„Złorzecz Bogu i umrzyj!”

image_pdfimage_print

Często wracam do Hioba i jego słów… No właśnie, zatrzymajmy się przez chwilę przy tym człowieku.

On nie rozumiał, co się w jego życiu dzieje. Był pełen goryczy, bo był pełen cierpienia. Faktycznie, cierpienie fizyczne, zwłaszcza jeśli się przedłuża i jest dotkliwe, i jeżeli – po ludzku patrząc – nie ma nadziei, potrafi obezwładnić, potrafi podkopać ufność i wiarę. U Hioba dostrzegamy rozgoryczenie, on jest zawiedziony Bogiem. On mówi – pozwólcie że zsumuję jego argumenty: <Postępuję tak, jak nakazał Bóg… w relacjach z ludźmi zawsze robiłem, co się Jemu podobało… Nie byłem pyszny ani zarozumiały, dbałem o innych, wspierałem potrzebujących, pokrzywdzonych brałem w obronę… Dlaczego więc Bóg mi to robi?!>…. Bo on nie wiedział, że to robi szatan, a nie Bóg – choć Bóg do tego dopuścił. Zresztą tego nie wiedział wtedy nikt z ludzi. Hiob powiedział: <Boże nie rozumiem i buntuję się!> I powiedział: “O, gdybym wiedział, jak Go znaleźć, jak dojść do Jego trybunału. Przedłożyłbym Mu moją sprawę, a moje usta napełniłbym dowodami…” (Hioba 23,1-3). Parafrazując, Hiob mówi: <Wybrałbym się w najdalszą drogę, poszedłbym na kraniec świata, poszedłbym do Niego, przedostał się przez straże, jeśliby tam były… stanąłbym przed Nim i spytałbym: Dlaczego mnie prześladujesz bez przyczyny?!>

Czy człowiekowi wolno się buntować na swój los?

Wolno. Jak najbardziej wolno. Oczywiście, musi w tym zachować określoną miarę i bardzo uważać na słowa. Ale wolno, podobnie jak to jest w relacjach ludzkich: „Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie…” (Ef 4,26). – Jeżeli człowiek tłumi coś zbyt długo w sobie samym, może bardzo ucierpieć. Ucierpią jego relacje z ludźmi i relacja z Bogiem. Mamy prawo mówić pełnym głosem o tym, co czujemy, ale musi to być ten gniew, który się pali jak słomiany ogień. Ale zauważcie coś szczególnego w postawie Hioba – on się buntuje, on jest gotów stanąć przed Bogiem i prawować się z Nim. A równocześnie składa zdumiewające oświadczenie, mówi: “Oto, choćby mię i zabił, przecie w Nim będę ufał; wszakże dróg moich przed obliczem Jego będę bronił” (Hioba13,15 BG)!!!

Pan Bóg nie pogniewał się na Hioba. Skąd o tym wiemy?

Kiedy doświadczenie patriarchy dobiegło końca, Pan Bóg surowo skarcił jego przyjaciół i polecił im złożyć ofiarę, nakazując jednak, aby to Hiob modlił się za nimi (“ponieważ nie mówiliście o mnie prawdy, jak mój sługa Hiob”– 42,7-9). Oni byli jego przyjaciółmi, oni mu współczuli i dobrze życzyli. Ale byli zbyt przywiązani do swoich własnych, schematycznych opinii i sądów, aby obiektywnie spojrzeć na fakty i rozważyć argumenty Hioba. I Pan Bóg powiedział: <Gniewam się na nich i ich modlitwy nie wysłucham, ty będziesz się modlił za nimi!>.

Pan Bóg nie gniewa się na człowieka, który w bólu mówi szczerze to, co czuje. Który w ciężkim doświadczeniu, nie rozumiejąc tego, co się wokół niego dzieje, mówi: <Boże, dlaczego mi to robisz?!… Boże, dlaczego to dopuszczasz?!… dlaczego stoisz z boku i nie przychodzisz z pomocą?!>… Choć to wcale nie Bóg nam to robi; natomiast On dopuszcza.

Nie wszystko rozumiemy jako ludzie… Osobiście jestem przekonany, że kiedyś – po drugiej stronie, na drugim brzegu – Pan Bóg da nam poznać szczegóły i wniknąć w okoliczności ziemskich wydarzeń i spraw związanych z walką DOBRA ze ZŁEM, i naszym, mającym z tą walką bliski związek, doczesnym losem. I dopiero wtedy zrozumiemy, jak to było naprawdę… Natomiast dziś nasza niewiedza, złożone okoliczności, emocje i ból sprawiają, że z naszych ust spływa bolesne pytanie: <Boże, dlaczego?!>. Pan Bóg się o to nie gniewa. A czasami, jak Hiobowi, pomaga nam uświadomić sobie sprawę najważniejszą – naszą niewiedzę i ograniczenie. Bo tak mało wiemy, a często tak autorytatywnie wypowiadamy się o Bożym działaniu i buntujemy na swój los…

Pan Bóg postawił Hiobowi kilka prostych pytań (Hioba r.r. 38.- 41.). Prostych?… – Nie do końca prostych, skoro na niektóre z nich najtęższe ludzkie umysły do dziś nie znają pełnej odpowiedzi. Ale Stwórca postawił te pytania, by Hiob zrozumiał swe ograniczenie. To tak, jakby mówił: <Hiobie, pytam cię o zwykłe, ziemskie sprawy, o zjawiska, na które codziennie patrzysz, które znasz i nauczyłeś się wykorzystywać dla swoich potrzeb w życiu i gospodarce. Mimo to, ty ich nie rozumiesz – nie znasz genezy zjawisk i procesów zachodzących na niebie i na ziemi. Nie pojmujesz tych skomplikowanych mechanizmów i nie jesteś w stanie ogarnąć mocy, która kieruje wszystkim, co dzieje się na ziemi i pod ziemią, w morzu i w powietrzu… Tym bardziej nie znasz realiów duchowego boju, jaki toczę z szatanem… Nie wiesz też, że przez chwilę uczestniczyłeś w Mojej walce przeciw złu, i byłeś Moim świadkiem, Moim argumentem i mocnym dowodem, że szatan nie ma nieograniczonego prawa do Ziemi!… I właśnie dlatego, że od swej młodości żyłeś życiem sprawiedliwym i czystym, wiedząc, że wytrwasz, poddałem cię temu tragicznemu doświadczeniu, użyłem cię w Mojej walce – bo kogoż miałem użyć?!… To z twoją pomocą dowiodłem diabłu, że na tej Ziemi jest tylko uzurpatorem!>…

 

Gdy już jesteśmy przy księdze Hioba, chciałbym się zatrzymać przy jeszcze jednej postaci – żonie Hioba. Przy tej okazji okazuje się znów, z jakim trudem my, ludzie, uczymy się zasad sprawiedliwości i jak często ulegamy pokusie powierzchownego sądu; „Nie sądźcie z pozoru., ale sądźcie sprawiedliwie” (Jan 7,24) – powiedział Pan Jezus. W pewnej chwili żona Hioba mówi temu udręczonemu człowiekowi: “Złorzecz Bogu i umrzyj!” (Hioba 2,9).

Co za kobieta!

Co za żona!

  • Skandal! Tak wielki człowiek ma przy sobie taką kobietę!…

No właśnie, co to była kobieta?…

Ta kobieta, była żoną Hioba, matką jego dzieci. To była matka, która – podobnie jak jej mąż, i ojciec jej dzieci, Hiob – pewnego dnia dowiedziała się, że wszystkie jej dzieci, cała dziesiątka, zginęły zabite przez wichurę!…

  • Jak się przyjmuje wiadomość o śmierci kogoś bliskiego? Jak się przyjmuje wiadomość o śmierci własnego dziecka?… Tamtego dnia ona dowiedziała się, że zginęło dziesięcioro jej dzieci – siedmiu dorodnych, dorosłych już synów! I trzy piękne córki, dziewczyny, którym nie było równych w całej okolicy… To była taka kobieta.

To była kobieta, która przez wiele lat żyła u boku swego męża i znała jego prawość, Wiedziała, że jest bezgranicznie oddany Bogu. A potem patrzyła, jak pokryty wrzodami od wierzchu głowy aż po czubek stóp, jęczy i wije się z bólu… Straszny, rozdzierający widok!… Tak straszny, że przyjaciele, którzy przyszli do Hioba, z przerażenia nie byli w stanie przez tydzień przemówić nawet słowa, bo widzieli jak się wzmagała jego boleść!…

Nie ma wątpliwości, ona kochała swego męża. Jak się patrzy na cierpienie najbliższej osoby?… Najpierw nieutulony ból po śmierci dzieci. A krótko potem przerażająca choroba i straszne, wciąż się nasilające cierpienie i ból… Ale czy tylko to?

W trzydziestym rozdziale swej księgi Hiob opowiada o tragicznej odmianie, do której doszło w jego życiu. Wcześniej, w rozdziale 29. Hiob mówi:

  • Gdy Wszechmocny był jeszcze ze mną, gdy otaczały mnie moje dzieci… gdy szedłem przez bramę miasta i zajmowałem na rynku swoje miejsce, młodzi ustępowali mi swego miejsca, podczas gdy sędziwi, dźwignąwszy się ze swoich miejsc, stali. Dostojnicy przerywali swoje mowy i przykładali dłoń do swoich ust. Głos przywódców milkł… Tak! Ucho, które mnie słyszało, życzyło mi szczęścia, a oko, które mnie widziało, przyświadczało mi. Bo ratowałem ubogiego, gdy wołał o pomoc, sierotę i każdego, kto nie miał opiekuna. Błogosławieństwo ginącego zstępowało na mnie, serce wdowy rozweselałem. Przyodziewałem się w sprawiedliwość, i ona mnie okrywała, moja prawość była mi jakby płaszczem i zawojem…” (w. 5-14).

To nie pycha przemawiała przez Hioba, nie pragnienie taniego uznania i popularności. On opisywał proste fakty. Fakty, które, owszem, na pewno sprawiały mu satysfakcje i radość, ale nie dlatego że był próżny, lecz dlatego, iż czuł się spełniony w swoim człowieczeństwie. I rozumiał, iż dzieje się to tylko dlatego, że jest wierny Bogu i żyje blisko Niego. A co potem się stało?

  • A teraz śmieją się ze mnie młodsi ode mnie wiekiem, których ojców nie chciałbym postawić przy psach mojej trzody… Ludzie bezecni, nikczemnicy, których batem wypędzono z kraju, teraz śpiewają o mnie szydercze pieśni i stałem się dla nich pośmiewiskiem. Brzydzą się mną, trzymają się z dala ode mnie i ośmielają się pluć mi w twarz. Bo On rozluźnił mój powróz i upokorzył mnie; dlatego dali wobec mnie upust swawoli… przyczyniają się do mej nędzy, a nikt ich nie powstrzymuje (30,1.8-13)…

…Na to wszystko patrzyła żona Hioba.

Co czuła?… Jak miała to przeżyć?… Jak miała to znieść… Tego nie dało się nie zauważać, nad tym nie dało się przejść do porządku… I znów, nie z powodu zarozumialstwa czy pychy, albo pragnienia taniego uznania. Ta sytuacja wołała o pomstę do Boga!…

Osobiście jestem przekonany, że Boża pomsta spadła na winnych tej poniewierki! Że Pan Bóg upomniał się o krzywdę swego tak ciężko doświadczonego sługi. I tak, jak Hiobowi przywrócił i wynagrodził wszystko, tak i tych ludzi – jestem o tym mocno przekonany – odesłał na ich właściwe miejsce… Ale to było później, znacznie później. Teraz ludzie, „których ojców nie chciałbym postawić przy psach mojej trzody”, naśmiewają się i szydzą. Albo wymownie milczą. I tylko ich oczy i wyraz twarzy zdradzają ich myśli. Młodzież, niemal jeszcze dzieci, omijają i lekceważą… wchodzisz – i urywają się rozmowy!… Ale nie ma się co dziwić, skoro te dzieci i młodzież na co dzień w rodzinnych domach słyszą, jak ich ojcowie, matki, liczni krewni i sąsiedzi, którzy zachodzą na wieczorną pogawędkę, poniewierają i nurzają w błocie imię Hioba: <Wreszcie się okazało, kim on naprawdę jest! Wreszcie dostało się mu za wszystko!>… Brzydzą się tobą, bo jesteś pokryty strupami. – Czy to można znieść?…

Ludzie mówią: Co to za kobieta?!

Odpowiadam: to była taka właśnie kobieta. Żona, która dzień po dniu i chwilę po chwili na to wszystko patrzyła!… A potem słuchała przyjaciół, którzy mówili Hiobowi: „Bezbożnikiem jesteś!” Mówili to nie nieprzyjaciele, nie nikczemnicy. Tak mówili przyjaciele. Co sądzić o ich przyjaźni?…

Wyjaśnienie jest banalnie proste. Tak zachowują się ludzie, którzy sądzą powierzchownie, „według słyszenia uszu i widzenia oczu”, i pozory biorą za prawdę. Oni mają swoje poglądy i swój punkt widzenia – szablon, który przykładają do sytuacji i odczytują wskazania…

A jak w takich sytuacjach zachowują się jeszcze inni?

Wielu tzw. dobrych ludzi ceni sobie <święty spokój> – Po co się będę mieszał? Nie mieszaj się, bo ucierpisz… Lepiej stanąć z boku…

A żona Hioba tego wszystkiego słuchała i dzień po dniu na to wszystko patrzyła. Słuchała, jak Hiob stara się wytłumaczyć, jak opowiada o swoim wcześniejszym, oddanym Bogu i ludziom życiu. Ale oni mówili: To nieprawda, że pomagałeś biednym – ty obdzierałeś biednych! Musiało tak być, skoro spotkał cię taki los!… Przyznaj się, zegnij pyszny kark, bo już nie możemy słuchać twoich przechwałek!… Gdybyś był blisko Boga, to wszystko wyglądałoby inaczej, ale skoro postępowałeś bezbożnie, spotkał cię los bezbożnego!

Jakże często natrafiamy w życiu na podobne sytuacje. Ludzie obserwują, wyciągają wnioski, komentują: Patrzcie, co go spotkało… no, no, trzeba się zastanowić, kim on naprawdę jest. Znów coś na niego spadło: no, no, to już groźnie wygląda… A potem trzecia, czwarta sytuacja… – Nie ma wątpliwości, Bóg jest przeciwko niemu!…

To była taka kobieta.

Czy można się dziwić, że w rozpaczy – bo w czym innym, jeśli nie w skrajnej rozpaczy, powiedziała: „Złorzecz Bogu i umrzyj!”… Rozumiała, że pewnie wtedy Bóg zabije Hioba, i cokolwiek to znaczy, i jakie to pociągnie skutki na odległą przyszłość – bo przecież i oni myśleli o zmartwychwstaniu, bo ci małżonkowie naprawdę razem szli przez życie, dzielili wspólny los, i pewnie wiele z sobą rozmawiali, a Hiob przecież powiedział: „Ja wiem, że Odkupiciel mój żyje i w dniu ostatecznym nad prochem moim stanie…” (Hioba 19,25 BG)… I ona pewnie pomyślała, że cokolwiek to znaczy, cokolwiek się stanie i jakakolwiek będzie przyszłość, tak dłużej już się nie da!… – „Złorzecz Bogu i umrzyj!”

Czy Pan Bóg pogniewał się na żonę Hioba?

Nie da się tego wyczytać z Biblii. W odróżnieniu od ludzi, Stwórca, który “wie, jakim tworem jesteśmy, pamięta, żeśmy prochem” (Ps 103,14), nie traktuje surowo osób dotkniętych cierpieniem, które zdaje się przekraczać ludzką zdolność znoszenia! I wydaje się, że tak, jak nie pogniewał się na Hioba – z wyrozumiałym współczuciem patrzał także na nieszczęśliwą żonę i pogrążoną w nieutulonym bólu matkę… Co więcej, w księdze znajdujemy informację, że gdy doświadczenie patriarchy dobiegło końca, jego żona urodziła mu znów siedmiu dorodnych synów i trzy piękne córki. Było to błogosławieństwem i zapłatą nie tylko dla niego, ale w równym stopniu dla niej!

Myślę, że tamte zdarzenia i słowa, które czytaliśmy, są wielkim wołaniem o ostrożność, są wielkim wołaniem o wierność i zaufanie – i są wielkim kazaniem o tym, że Bóg dopuści, ale nie opuści! Bo nie wiem jak długo trwało doświadczenie Hioba, pewnie przez jakiś dłuższy czas. Ale potem sytuacja diametralnie się zmieniła!

Pismo mówi, że „Cokolwiek przedtem napisano, dla naszego pouczenia napisano, abyśmy przez cierpliwość i przez pociechę z Pism, nadzieję mieli” (Rz 15,4).

Gdy mowa o cierpliwości, chodzi nie tylko o to, aby doraźnie panować nad odruchami i emocjami, ale przede wszystkim o to, aby cierpliwie wnikać we wszystkie okoliczności każdej sprawy, zanim wydamy ostateczny sąd. I aby umieć cierpliwie znosić trudności, kierując się tym, co widzimy w postawie Hioba: <Boże, to boli, i Ty najlepiej wiesz, jak to boli, więc proszę, zrób z tym coś!> I ufając, że On pomoże, nie zapominać o stanowczej deklaracji Hioba: ”Choćby mnie i zabił, przecie w Nim ufać będę!”.

Moim pragnieniem, radą i życzeniem dla nas wszystkich jest, abyśmy byli mądrzy, i mądrze wykorzystywali dany nam czas, „bo dni są złe”… Życie niesie różne trudności i przeszkody. Ale przynosi też odmianę. Bożą odmianę. Módlmy się o wytrwałość w doświadczeniach, i o nadejście Bożej odmiany. Życie nie składa się wyłącznie z dni słonecznych, są też dni burzliwe i zimne. Ale nawet po najgorszej zimie przychodzi wiosna, a nawet najgrubsze chmury ustępują, aby zaświeciło słońce. I jeśli życzyłem wytrwałości i wierności w trudnościach, to teraz życzę radości, która daje Boże słońce – dotyk Jego błogosławieństwa!

SK