„Jakże niezbadane są wyroki Jego…” cz.2
Nie znamy imion wszystkich ludzi, którzy podobnie jak Agur, syn Jake, pragnęli poznać i zrozumieć Wszechmocnego oraz Jego jednorodzonego Syna. Jednak bez ryzyka popełnienia pomyłki możemy przyjąć, że ludzi takich – żyjących w różnym czasie i pod różną szerokością geograficzną – było wielu! Dowodzą tego między innymi słowa ap. Pawła, który w pierwszym rozdziale Listu do Rzymian, podkreślając potrzebę i wartość odkrywania Najwyższego w dziele Stworzenia, napisał:
-
„Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę. Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę” (Rz 1,19.20)…
Z kolei ap. Piotr – odnosząc się do wysiłków osób prowadzonych Duchem Bożym, zwłaszcza Bożych proroków – którzy znając zapowiedź Protoewangelii, chcieli poznać szczegóły Bożego Planu Zbawienia, stwierdził:
-
„Zbawienia tego poszukiwali i wywiadywali się o nie prorocy, którzy prorokowali o przeznaczonej dla was łasce. Starając się wybadać, na który albo na jaki to czas wskazywał działający w nich Duch Chrystusowy, który przepowiadał cierpienia, mające przyjść na Chrystusa, ale też mające potem nastać uwielbienie. Im to zostało objawione, że nie sobie samym, lecz wam usługiwali w tym, co teraz wam zostało zwiastowane przez tych, którzy w Duchu Świętym zesłanym z nieba opowiadali wam radosną nowinę; są to rzeczy, w które sami aniołowie wejrzeć pragną” (1 Ptr 1,10-12).
Bez wątpienia Apostoł wskazuje tu na – będący już za jego dni przeszłością – okres czterech tysięcy lat, jakie upłynęły od Stworzenia do pierwszego przyjścia Zbawiciela na Ziemię…
Bo to wszak w tamtym okresie ludzie prowadzeni Duchem Bożym, którzy poznali pierwszą zapowiedź Boga o mającym przyjść Zbawicielu świata (Protoewangelię – 1 Mjż 3,15), z nadzieją i radością, a także – co jest oczywiste i w pełni zrozumiałe – z niecierpliwością oczekiwali jej spełnienia!
Jak napisałem powyżej, pierwszymi osobami, które żyły nadzieją i oczekiwaniem zapowiedzianego zbawienia, byli pierwsi Boży ludzie, a jedną z nich była nasza – napełniona ogromnym poczuciem winy i głęboko nieszczęśliwa – Pra-matka, Ewa! I to ona, gdy powiła swego pierworodnego, zawołała: „Wydałam na świat mężczyznę z pomocą Pana!”, które to słowa wielu komentatorów przyjmuje jako wyraz jej przekonania, że właśnie urodziła zbawcę ludzkości! Jak bardzo się myliła, miało się okazać w nieodległej przyszłości…
Był czas gdy rozumiałem,
że o prorokach możemy mówić dopiero od czasów Samuela, którego Pan Bóg uczynił Swoim posłańcem („Mów, Panie, bo sługa twój słucha” – 1 Sam 3,2-18):
-
„I rósł Samuel, a Pan był z nim. I żadnego ze słów jego nie pozostawił niespełnionym. I dowiedział się cały Izrael od Dan aż do Beer-Szeby, żeSamuelowi zostało powierzone być prorokiem Pana. Pan zaś nadal ukazywał się w Sylo, Pan bowiem objawiał się w Sylo Samuelowi w swoim słowie” (1 Sam 3,19-21).
Potem, w Księdze Rodzaju r. 20. przeczytałem jednak świadectwo Pana, że żyjący kilkaset lat wcześniej patriarcha Abraham, także był Bożym prorokiem:
-
„…Ale Bóg przyszedł do Abimelecha we śnie tej nocy i rzekł mu: <Umrzesz z powodu tej kobiety, którą wziąłeś, bo jest zamężna […] Ja cię uchroniłem, abyś nie zgrzeszył przeciwko mnie, i nie dopuściłem abyś jej dotknął. Teraz więc, zwróć żonę tego męża, BO JEST PROROKIEM. On będzie się modlił za ciebie, abyś żył. Jeśli zaś jej nie zwrócisz, to wiedz, że na pewno umrzesz ty i wszyscy twoi” (1 Mjż 20,2-7)!
Obaj ci mężowie – Abraham i Samuel – byli prorokami, gdyż podobnie jak inni prorocy słyszeli słowa Pana, oraz – z Jego upoważnienia i na Jego polecenie – przekazywali je ludziom. Dodać warto, że wcześniej w Izraelu osoby występujące w imieniu Boga, nazywano „widzącymi” – najpierw, jak sądzę z racji, że często Pan rozmawiał z nimi osobiście, albo przekazywał im informacje poprzez różnorakie wizje, A po wtóre dlatego, że zapowiadając przyszłe wypadki, prorok wręcz „wglądał w przyszłość” (1 Sam 9,9):
-
„Prorok, gr. prophetes (od phemi: „mówić” i pro: „nim jeszcze”, „w miejsce czegoś lub kogoś”, „naprzód” lub „publicznie”). Rzecznikiem owym jest człowiek, posłany i natchniony przez Boga, by objawiać rzeczy zakryte, by wygłaszać proroctwa, by ukazywać myśli i wolę Bożą, i by wreszcie przepowiadać, przynajmniej niekiedy, przyszłość. Hebrajski termin „nabi” (pochodzi od <akkad>; „wzywać’, „zwiastować”), ma wyraźnie taki sam sens. Posługując się prorokami, Bóg aktualizuje Swoje plany zbawienia i przekazuje ludziom Swoje słowa, wpływając tym samym na zmianę teraźniejszości i zapowiadając przyszłość” (Xavier Leon-Dufour, Słownik Nowego Testamentu, wyd. Księgarnia Świętego Wojciecha, Poznań 1975, str. 517).
Są to ważne informacje i wskazówki by zrozumieć, jakie osoby miał na uwadze ap. Piotr pisząc, że „Zbawienia tego poszukiwali i wywiadywali się o nie prorocy, którzy prorokowali o przeznaczonej dla was łasce” (1 Ptr 1,10).
Oczywiście, grono tych proroków jest w historii biblijnej liczne: najbardziej znane są osoby, o których czytamy w Piśmie Świętym, a w szczególny sposób ci, których pisma weszły do kanonu biblijnego.
Nawiązując do tej biblijnej narracji, zauważamy,
że wiele uwagi i miejsca Boży prorocy poświęcali ludziom z innych, pogańskich narodów, którym Jahwe objawiał Samego Siebie i Swoją wolę. Byli wśród nich ludzie prości i byli władcy narodów, czasami wymieniani z imienia, a kiedy indziej anonimowi.
Jak zaznaczyłem powyżej, moją uwagę zwrócił Agur, syn Jake z Massy – postać szczególna – który zafascynowany tym, co usłyszał o Najświętszym, nie szczędził mozołu, by Go zrozumieć i do Niego się zbliżyć!… A równocześnie by „poznać Imię” Jego Syna!…
Pamiętając, że w Piśmie Świętym „Imię” „wyraża całą głębię istoty, która je nosi”, oraz „wyraża rolę, jaką ma do spełnienia w życiu ta osoba”, jest oczywiste, że pragnieniem Agura
było dowiedzieć się jak najwięcej o Osobie i działaniu Najświętszego oraz Jego jednorodzonego Syna, Pana Jezusa Chrystusa!.
Osobiście nie mam wątpliwości, że Najwyższy, który pragnie, „by wszyscy ludzie byli zbawieni i do poznania prawdy doszli”, wyszedł naprzeciw tej prośbie, powitał i przyjął tego pokornego człowieka! …
Marzenie Agura możemy porównać z pragnieniem ap. Pawła, który w Liście do Filipian, napisał o wysiłkach, jakie podejmował, by zgłębić prawdę o Chrystusie::
-
”Żeby Go poznać i doznać mocy zmartwychwstania Jego, i uczestniczyć w cierpieniach Jego, stając się podobnym do Niego w Jego śmierci. Aby tym sposobem dostąpić zmartwychwstania. Nie jakobym już to osiągnął albo już był doskonały, ale dążę do tego, aby pochwycić, ponieważ zostałem pochwycony przez Chrystusa Jezusa” (Plp 3,10-12 ).
Najwyższy usytuował geograficznie naród i państwo Izrael
przy „Gościńcu Narodów” – na drodze przemarszu armii starożytnych potęg politycznych, obecności i aktywności służb dyplomatycznych tamtego świata, oraz szlaków karawan handlowych. To oczywiście, sprzyjało wzajemnym kontaktom Narodu Wybranego z wybitnymi postaciami starożytności, zarówno w okresach pokoju, jak i podczas zawieruch wojennych.
Mogli zatem Izraelici czerpać ze zdobyczy cywilizacyjnych i dorobku materialnego innych narodów, a1e równocześnie byli też narażeni na ich zły wpływ, zwłaszcza w obszarze kulturowym i religijnym. Istniało ryzyko, że zostaną zdominowani przez te narody, ale mogli też – przejmując inicjatywę – zaimponować tym narodom i zachęcić je (zwłaszcza szlachetne jednostki i grupy spośród nich), do naśladownictwa! Było to istotne nie tylko ze względu na obiektywne świadectwo faktu, ale ważne również ze względu na prawidłową ocenę postaw poszczególnych ludzi. To właśnie o tym mówił Mojżesz, zwracając się do Izraelitów::
-
„Patrzcie! Nauczyłem was ustaw i praw, jak mi rozkazał Pan, mój Bóg, abyście tak postępowali w ziemi, do której wchodzicie, aby ją wziąć w posiadanie. Przestrzegajcie ich więc i spełniajcie je, gdyż one są mądrością i roztropnością waszą w oczach ludów, które usłyszawszy o wszystkich tych ustawach, powiedzą: Zaprawdę mądry i roztropny jest ten wielki naród. Bo któryż wielki naród ma bogów tak bliskich, jak bliski jest nam Pan, nasz Bóg, ilekroć Go wzywamy. I któryż wielki naród ma ustawy i prawa tak sprawiedliwe, jak cały ten zakon, który wam dziś nadaję. Tylko strzeż się i pilnuj swojej duszy, abyś nie zapomniał tych rzeczy, które widziały twoje oczy, i aby nie odstąpiły od twego serca po wszystkie dni twojego życia, ale opowiadaj o nich swoim synom i synom swoich synów” (5 Mjż 4,5-9 BW).
Słowa Mojżesza dowodzą, że Najwyższy, jako Stwórca i Bóg całej ludzkości, od początku był zainteresowany pomyślnością i zbawieniem ludzi ze wszystkich narodów! A choć w tamtym czasie one na ogół wciąż jeszcze tkwiły w powszechnym bałwochwalstwie, liczne starotestamentowe proroctwa zapowiadały zmianę tej sytuacji, jako że Bóg pragnie, „by wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1Tym 2,1-4; por. Iz 45,22; DzAp 17,22-28)!
Stąd w licznych proroctwach zapowiedział, że gdy nadejdzie Czas Łaski, skieruje Ewangelię Zbawienia i otworzy drzwi Królestwa Niebios przed ludźmi ze wszystkich narodów Ziemi (por. Iz 42, 1-9), którzy „odrodzą się z wody i z Ducha”, i wraz z Żydami staną się Jego dziećmi (czytaj: Jan 3,1-21)!… W tym momencie zaś, Izraelici zostali wezwani do przestrzegania nadanych im przez Niego sprawiedliwych ustaw, praw i przepisów, dzięki temu mogli się stać mądrym, praworządnym i szczęśliwym społeczeństwem.
Sytuacja ta miała nie tylko zaimponować mieszkańcom Kanaanu i zadziwić ich, ale także zachęcić ich do naśladownictwa, a w perspektywie poprowadzić do poznania Boga Jahwe i zbliżenia się do Niego!…
Liczne proroctwa Pisma (zwłaszcza księga Izajasza), odnosząc się do duchowych tęsknot, oczekiwań i poszukiwań narodów – określając je jako rozsiane po świecie „wyspy” – na setki lat przed erą mesjańską, informują::
-
„Zwróć na mnie uwagę, mój ludu, i słuchaj mnie, mój narodzie, bo ode mnie wyjdzie nauka, A MOJE PRAWO STANIE SIĘ ŚWIATŁEM LUDÓW. Bardzo blisko jest moja sprawiedliwość, moje zbawienie nastaje, a moje ramiona będą sądzić ludy, WYCZEKUJĄ MNIE WYSPY, tęsknie wyglądają mojego ramienia” (Iz 51,4.5);
a nieco dalej, w ostatnim rozdziale księgi, kontynuując wątek „wysp”, zapowiada Izajasz wydarzenia, jakie rozpoczęły się w dniach Apostołów i trwać będą do końca Czasu Łaski::
-
„Ja bowiem znam ich uczynki i zamysły, i przyjdę, ABY ZEBRAĆ WSZYSYKIE NARODY I JĘZYKI; one przyjdą, aby oglądać moją chwałę. Potem umieszczę na nich znaki tych, którzy spośród nich ocaleli, wyślę do narodów, do Tarszysz, Pul i Lud, do Meszech i Rosz, do Tubal i Jawan, DO DALEKICH WYSP, które nie słyszały żadnej wieści o mnie i nie widziały mojej chwały, i będą zwiastować moją chwalę. I przyprowadzę wszystkich waszych braci ze wszystkich narodów na koniach i wozach, w lektykach i na mułach, i na wielbłądach, na moją świętą górę, do Jeruzalemu, jako dar dla Pana – mówi Pan – tak jak synowie izraelscy przynoszą do świątyni Pana ofiarę z pokarmów w czystym naczyniu. Także spośród nich wezmę sobie niektórych na kapłanów, na lewitów – mówi Pan” (Iz 66,18-21).
Jeśli zwyczajowo – ze względów duchowo-religijnych –
historię ludzkości dzielimy na trzy okresy: (1) Świat przedpotopowy; (2) Czasy Izraela, oraz (3) Wiek Ewangelii, to wydaje się słuszne, by – chcąc zrozumieć sposób działania Pana Boga i podejmowane przez Niego wysiłki, by ratować żyjące wówczas pokolenia – należy przyjrzeć się uważniej przyjrzeć każdemu z tym okresów.
(1) okres przedpotopowy
Pierwszy okres historii ludzkości zaczyna się opisem stworzenia dwóch osób – mężczyzny i kobiety, naszych Prarodziców, Adama i Ewy. A kończy tragiczną informacją o zagładzie niemal całej – liczącej naówczas prawdopodobnie setki milionów, a może i kilka miliardów osób – ludzkiej populacji! Bo z katastrofy Potopu ocalało zaledwie osiem osób…
W tamtym okresie, co już powyżej zostało jasno wywiedzione, nie mamy do czynienia z narodem i państwem, ale z RODZINĄ, a od momentu zbrodni i ucieczki Kaina – z Rodziną Podzieloną, której członków natchnieni autorzy ksiąg biblijnych będą konsekwentnie nazywać „synami Bożymi” i „córkami ludzkimi” (por. 1 Mjż 6,1-4)…
Już wcześniej, idąc śladami narracji biblijnej, zwróciłem uwagę na ważniejsze wydarzenia i postacie tamtego okresu, teraz natomiast – nadal pilnując chronologii – chciałbym wskazać biblijne argumenty pozwalające przyjąć, że „synów Bożych”, to jest ludzi sprawiedliwych (obojga płci), którzy znali Stwórcę i byli posłuszni Jego woli, w tamtych szesnastu stuleciach przed Potopem, żyło na Ziemi wielu…!
Od czasu gdy zacząłem interesować się bliżej tą kwestią, miałem okazję i zarazem przywilej słuchać ludzi, mających podobne zainteresowania i sporą wiedzę, oraz przeczytać wiele z dostępnych tekstów na ten temat…
Ale nie spotkałem nikogo, kto zaryzykowałby jakieś twierdzenie w tym obszarze, gdy chodzi o konkretne liczby… Tym niemniej, zweryfikowana w zakresie podstawowym analiza dostępnego materiału, który czytałem i którego słuchałem, w mojej ocenie pozwala (ostrożnie!) zająć stanowisko w sprawie…
W tym miejscu chcę jeszcze dodać coś bardzo istotnego, a mianowicie:
Mówiąc o tamtym okresie, nie powinno się pominąć jego wyjątkowej fizycznej natury, odmiennych warunków panujących przed Potopem na całym globie ziemskim: znacznie wyższego ciśnienia atmosferycznego, jednakowego dla całego globu klimatu, skutecznej izolacji od szkodliwego promieniowania kosmicznego i skał wulkanicznych, oraz kilku dalszych – które sprawiały, że życie toczyło się w odmiennych warunkach. To powodowało, że ludzie żyli wtedy niemal po tysiąc lat (por. 1 Mjż 5,1-32)! Natomiast Stwórca postanowił, że potem wiek życia człowieka NIE BĘDZIE PRZEKRACZAĆ STU DWUDZIESTU LAT (1 Mjż 6,3)!
Ale wróćmy do ludzkiej populacji.
Od czasu gdy zacząłem interesować się bliżej tą kwestią, miałem okazję i zarazem przywilej słuchać ludzi o podobnych zainteresowaniach, mających sporą wiedzę w tym obszarze, oraz przeczytać wiele z dostępnych na ten temat publikacji… Jednak – i to chcę wyraźnie podkreślić – nie spotkałem nikogo, kto potrafiłby wymienić choćby przybliżoną liczbę takich bogobojnych osób…
Jednym z autorów, który coś napisał na ten temat, jest Alfred J. Palla, adwentystyczny autor obszernej i wielowątkowej publikacji pod znamiennym tytułem: „Z KSIĘGI POCZĄTKÓW”. Opierając się na biblijnej relacji o Początkach, autor zestawia i omawia natchnione wersety Księgi Rodzajn i omawia je w kontekście danych lingwistycznych, dostępnych ustaleń naukowych, odkryć archeologicznych itp., co prowadzi go do określonych wniosków i sugestii…
I tak na przykład, omawiając kwestię rozrodczości, Palla powołuje się na starożytną tradycję, do której dotarł, a która głosi, że „Adam i Ewa mieli 33 synów i 23 córki, co wydaje się prawdopodobne, gdyż wigor i długowieczność pierwszych ludzi pozwalały im zachować płodność przez setki lat, a zatem mieć NAWET PO PARĘSET DZIECI”!
„Przyjmijmy jednak – kontynuuje autor „Księgi Początków” – że przeciętna rodzina przed Potopem miała <tylko> 18 dzieci, a okaże się, że już w czwartym pokoleniu, a więc zaledwie dwieście lat po narodzinach Kaina, za ziemi mogło żyć tysiące ludzi, dlatego Kain mógł założyć miasto…” (por. 1 Mjż 4,17). .
Jeśli przyjąć tę (wyraźnie zaniżoną przez A. Pallę) liczbę dzieci w ówczesnych rodzinach, następnie pomnożyć ją przez wciąż rosnącą liczbę rodzin, a potem przez 1656 lat przedpotopowej historii Ziemi, to prawdopodobnie zbliżymy się do liczby ludzkiej populacji w przededniu Potopu. I niewątpliwie, będzie to wysoka, imponująca liczba.
– Ilu wśród nich było „synów Bożych”…?.
Dla każdego obiektywnie myślącego (i ostrożnie wnioskującego) człowieka, jest to wciąż, i pewnie na długo pozostanie, wielka niewiadoma! I chyba, zamiast poszukiwać hipotetycznych liczb, słusznym będzie raczej skupić się na ogólnej sytuacji tamtego (tak odległego i różnego od naszego) świata…
Podzielona w wyniku zbrodni i ucieczki Kaina „do Nod, na wschód od Edenu” (1 Mjż 4,16) rodzina Prarodziców, dała początek dwom różniącym się radykalnie między sobą gałęziom ludzkości. Byli to:
-
stojący w opozycji do Stwórcy Kainici, których znamionowały złe, gwałtowne i zbrodnicze instynkty (por. 1 Mjż 4,17-24);
-
oraz Setyci, którzy przejęli szlachetne cechy bogobojnego Abla (Hbr 11,4; por. 1 Mjż 4,25);
Lektura początkowych rozdziałów Księgi Rodzaju pozwala przyjąć, że te dwie linie rodowe – Kainici i Setyci, przez długi czas żyły w całkowitej wzajemnej izolacji, a gdy po wielu wiekach, wyraźnie się do siebie zbliżyły, efektem było totalne skażenie ówczesnego świata, które doprowadziło do Potopu (1 Mjż 6,1-7)!
Myślę, że Czytelnik tego opracowania podzieli mój pogląd, iż tak, jak przez Kaina i jego potomków, zło, przestępstwo i zbrodnia, jak brudna fala wylały się na świat i skaziły życie tamtych pokoleń, tak przez bogobojnych „synów Bożych”, Setytów, Boża sprawiedliwość, łaska i błogosławieństwo na długo zajaśniały nad pogrążoną w ciemnościach Ziemią!
Pozostańmy zatem przy szlachetnej gałęzi ludzkości – przy Setytach.
O ile wskazany wyżej fragment Księgi Rodzaju 4,17-24 potwierdza, że Kainici odziedziczyli gwałtowną naturę i zły charakter swego protoplasty, to dwa następne wersety (1 Mjż 4,25.26) oznajmiają, iż Setyci poszli drogą oddanego Stwórcy Abla, i jego syna Seta!
Wskazują na to najpierw słowa pramatki Ewy:„Bóg dał mi innego potomka zamiast Abla, którego zabił Kain”(1 Mjż 4,25), oraz ostatni, 26. werset tego samego rozdziału – z których jednoznacznie wynika, że rodzinę Seta cechowała bojaźń Boża, a za dni jego syna, Enosza, „zaczęto wzywać imienia Pana” (1 Mjż ,26 BW)!
Drugi z tych wersetów nie tylko zwraca uwagę na akt religijny, jaki zaczęto wówczas praktykować, ale mówi też o charakterze i formie tego aktu. Bo dokonujący przekładu językoznawcy odkryli, że zwrot kara be-szem użyty w 1 Mjż 4,26 jest tym samym, jaki występuje w wersetach – 1 Mjż 12,8; 13,4; 21,33; por. Jer 10,25; – to jest tam, gdzie lud Boży podczas uroczystych nabożeństw wzywał Imienia Pana Boga i modlił się do Niego. Na tej podstawie i zasadzie dokonujący przekładu bibliści, w Biblii Poznańskiej werset 1 Mjż 4,26 oddali słowami: „Także Setowi urodził się syn, którego nazwał imieniem Enosz, Wtedy to zaczęto wzywać [uroczyście] Imienia Pana” (BP)… Stąd też wyrażona w przypisach do Biblii Tysiąclecia opinia kolejnej grupy biblistów, że werset 1 Mjż 4,26 przekazuje informację, iż „odtąd zaczęto uroczyście lub regularnie składać Bogu ofiary” (BT, Poznań 1965, str. 27).
Tutaj warto dodać kilka dat historycznych.
Ale wcześniej zaznaczę, że w tym zakresie, gdy chodzi o daty, opieram się na wydanym na początku XXI wieku w Krakowie przez Fundację Ronalda S. Laudera pięciotomowym (dwujęzycznym, hebrajsko-polskim) Pięcioksięgu, w którym (na stronicy 39), zamieszczono „Wykres 26. pokoleń od Adama do Moszego”
Enosz urodził się w roku 235 od Stworzenia, a zmarł w roku 1140.
Z tego wynika, że wspomniany w nowotestamentowej księdze Apostoła Judy, „siódmy od Adama, Henoch” (Judy 14), który urodził się w roku 622, a Pan zabrał go w roku 987 (1 Mjż 5,24; Hbr 11,5), przez całe życie miał łączność ze swym bogobojnym pra-dziadkiem Enoszem, posiadającym niewątpliwie pozytywny, duży i owocny wpływ na duchową formację człowieka, który jako pierwszy z ludzi został przemieniony i zabrany do Pana (czyt. Hbr 11,5; por. 1 Kor 15,35-54; 1 Tes 4,13-17)!
Ale patriarcha był jeszcze bardziej uprzywilejowany, bowiem wskazany powyżej <Wykres 26 pokoleń od Adama do Moszego> wykazuje, iż Henoch przez 308 lat żył jeszcze wraz z Praojcem Adamem, zanim ten zmarł w roku 930 od Stworzenia! I to prawdopodobnie z jego ust słuchał opowieści o Ogrodzie Eden i Upadku, a także poznać pierwszą Zapowiedź Zbawienia (Protoewangelię)!!!
Co więcej, w tamtym czasie można było jeszcze oglądać „cheruby i płomienisty miecz wirujący, aby strzegły drogi do drzewa życia” (1 Mjż 34,24)!
Wyrastając w takim czasie i okolicznościach, w takim środowisku i pośród takich osób, wyrósł Henoch na męża Bożego wielkiego formatu, na proroka, który ostrzegał ówczesnych mieszkańców Ziemi o nadejściu Pana z bezwzględnie surowym sądem nad upadłymi aniołami, bałwochwalcami i niepoprawnymi bezbożnikami (Judy 1,3-15)!
Surowy, pełen potępienia ton wypowiedzi Henocha, przypomina ton i słowa „Ewangelisty Starego Testamentu” – Izajasza, który o grozie, jaka w dniu sądu ogarnie wszystkich przeciwników Jahwe, napisał:
-
„Bo oto Pan przyjdzie w ogniu, a wozy jego jak huragan, aby dać upust swojemu gniewowi i spełnić swoją groźbę w płomieniach ognia. Gdyż ogniem i swoim mieczem dokona Pan sądu nad całą ziemią i będzie wielu pobitych przez Pana. Ci, którzy się uświęcają i oczyszczają, aby wejść do pogańskich gajów za jednym, który kroczy w pośrodku; ci, którzy jedzą mięso wieprzowe i płazy, i myszy, wszyscy razem zginą – mówi Pan” (Iz 66, 15-17)!
W tym kontekście nie może nie pojawić się pytanie o to, jak wysoki procent Setytów, żyjących w tamtym błogosławionym okresie niemal tysiąca lat, było nie tylko nominalnie, ale i prawdziwie „synami Bożymi” – ludźmi sprawiedliwymi, którzy w końcu czasu zostaną przemienieni i zabrani do przez Pana Jezusa Chrystusa do „Domu Ojca” (Jan 14,1-3)…. Ilu ich było: setki?… tysiące?… setki tysięcy?… miliony?… wiele milionów?!…
Już widzę to zdziwienie, i kroczącą trop w trop NEGACJĘ: „Ilu?…, „Skąd ci się wzięło takie myślenie?!”…”
To proste: Niemal tysiąc lat + rozrastająca się dynamicznie populacja ludzi żyjących setki lat + uduchowieni przewodnicy i nauczyciele (wśród nich patriarcha Enosz i prorok Henoch!… A co najważniejsze; + Boże przewodnictwo, obfite błogosławieństwo i pomoc, aby uratować jak najliczniejszą rzeszę żyjących wtedy „synów Bożych”!!!
To budziło i wciąż – także dziś – budzi wiarę i ufność!
I ogromną radość, że mimo zamysłów i manipulacji diabła, który chciałby wszystko skalać i zniszczyć, dzieło Boże rozwijało się także w okresie przedpotopowym! I czymś niezwykle krzepiącym było i jest, piastowane w sercach dzieci Bożych przekonanie, że gdy dopełni się czas – w Bożych niebiosach, wśród zastępów zbawionych, spotkamy także rzesze tych, którzy żyli w Pierwszym Świecie!
Nie ma też wątpliwości, że oddani i posłuszni Panu „synowie Boży” tamtego czasu, byli <solą w oku> dla kłamcy i oszusta z Edenu, a ich czyste życie było dla niego nie do zniesienia!… Możemy też być pewni, że aż dotąd drażni go każde wspomnienie o ich oddaniu Stwórcy!… Bo diabeł nie jest w stanie znieść niczego, nawet wspomnienia tego, co jest czyste, szlachetne i dobre….Z tego powodu czyni wszystko, aby w świadomość współczesnych pokoleń wdrukować inny, niekorzystny dla starożytnych dzieci Najwyższego obraz świata, w którym nieobecni są ludzie bez reszty oddani Stwórcy!
A tymczasem powinniśmy wielbić Najwyższego, dziękować Mu i radować się z tego, że obfite żniwo dusz dla Królestwa Niebieskiego, zostało zebrane także w tamtym okresie!
Niestety, my, szczerze wierzący i oddani Bogu chrześcijanie XX i XXI wieku po Chrystusie często jakby nie zauważamy tej diabelskiej manipulacji i bezwiednie ulegamy wpływowi diabła, a przyjmując narzucany przez niego wykoślawiony obraz tamtych czasów, i pochopnie oceniamy żyjących wówczas ludzi!…
A najgorsze i najbardziej wyniszczające przy takim podejściu jest to, że w wielu przypadkach, na wiernych Bożych ludzi sprowadza ono trudne, bolesne myśli, rodzi frustrację i wpędza w depresję!…: Bo jak mamy się czuć, skoro jesteśmy przeświadczeni, że w tamtych szesnastu stuleciach żyło zaledwie kilku (kilkunastu? kilkudziesięciu…?) szlachetnych i bogobojnych ludzi, a w końcu uratowało się zaledwie.., OSIEM
OSÓB?!…
Jednak, dzięki Najwyższemu, rzeczywistość tamtego czasu była zupełnie inna!