Kim byli kapłani?
„Kapłan”, to najogólniej mówiąc, pośrednik między Panem Bogiem, a ludźmi. Osoby znające Biblię wiedzą, że w okresie STAREGO PRZYMIERZA (od dni Mojżesza do Golgoty) kapłani z pokolenia LEWIEGO (potomkowie Aarona, brata Mojżesza, którzy jedynie mogli być kapłanami) posługiwali w ZIEMSKIEJ ŚWIĄTYNI, składając krwawe zwierzęce ofiary za wszystkie uznane i wyznane grzechy Izraelitów:
-
„A jeżeli ktoś popełni grzech, przekraczając bezwiednie którekolwiek z przykazań Pańskich, których przekraczać nie wolno, i ściągnie na siebie winę, podlega karze za grzech. To przywiedzie z trzody na ofiarę pokutną barana bez skazy według twojego oszacowania, a kapłan dokona jego oczyszczenia za uchybienie, którego się nagość nieświadomie dopuścił, i będzie mu odpuszczone. Jest to ofiara pokutna za winę, za winę, której się dopuścił” (por. 3 Mjż 5,17-19).
Rytuał oczyszczenia stanowił, by po uświadomieniu sobie swej winy i przyprowadzeniu ofiary do kapłana, winowajca wkładał ręce na głowę zwierzęcia i wyznawał popełnione grzechy, a następnie własnoręcznie je zabijał. Dalsze czynności, które były związane ze świątynią, należały do kapłana; „Kapłan weźmie nieco z jej krwi na swój palec i rozmaże ją po rogach ołtarza całopaleń, resztę zaś jej krwi wyleje u podstawy ołtarza.[…] Kapłan dokona na niego przebłagania i będzie mu odpuszczone” (3 Mjż 4,28-31). Jak wiemy, ten starotestamentalny, ceremonialny porządek, Pismo Święte nazywa „Kapłaństwem Lewickim”.,.
Z kolei w okresie Nowego Przymierza (od Golgoty aż do końca Czasu Łaski, czyli do powtórnego Przyjścia Pana Jezusa Chrystusa), jedynym NAJWYŻSZYM KAPŁANEM i zarazem OFIARĄ za grzechy ludu Bożego, stał się Pan Jezus Chrystus. Tylko On poprzez Swoją śmierć na Golgocie zgładził UZNANE i WYZNANE grzechy ludu Bożego. I to w Jego imieniu i na mocy Jego przelanej na Golgocie krwi, Bóg Ojciec dokonuje całkowitego oczyszczenia z grzechów:
-
„Jeśli mówimy , że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma. Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy, i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1 Jana 1,8.9);
-
„Dzieci moje, to wam piszę, abyście nie grzeszyli. A jeśliby kto zgrzeszył mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy. On ci jest ubłaganiem za grzechy nasze, a nie tylko za nasze, lecz i za grzechy całego świata” (1 Jana 2,1.2).
\
Nasz Zbawiciel jest Najwyższym Kapłanem według Porządku Melchisedeka (czyt. Hbr 7,1-17). Konsekwentnie do tego, w Nowym Przymierzu funkcjonuje też zasada powszechnego kapłaństwa zrodzonych z Ducha dzieci Bożych, którego istotą jest zwiastowanie grzesznikom Ewangelii Zbawienia (Mk 16,15.16: 1 Kor 5,20.21). Dlatego nowotestamentowe Pisma mówią:
-
„[…] A gdy ją wziął, upadły przcd barankiem cztery postacie i dwudziestu czterech starców, a każdy z nich miał harfę i złotą czaszę pełną wonności; są to modlitwy świętych. I zaśpiewali nową pieśń tej treści: Godzien jesteś wziąć księgę i zdjąć jej pieczęci, ponieważ zostałeś zabity i odkupiłeś dla Boga krwią swoją ludzi z każdego plemienia i języka i ludu, i narodu. I uczyniłeś z nich dla Boga naszego lud królewski i kapłanów, i będą królować na ziemi” (Obj 5,8-10);
-
„Ale wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym, abyście rozgłaszali cnoty tgo, który was powołał z ciemności do cudownej swojej światłości. Wy, którzy niegdyś byliście nie ludem, teraz jestedści ludem, teraz jesteście ludem Bożym, dla was niegdyś nie było zmiłowania, ale teraz zmiłowania dostąpiliście” (1 Ptr 2,9.10);
Najwyższy Kapłan WEDŁUG PORZĄDKU MELCHISEDEKA”
Autor Listu do Hebrajczyków, w rozdziale siódmym – opierając się na wcześniejszych informacjach Pisma (1 Mjż 14,18-20; Ps 110,1-4) i na Ofierze Golgoty – nie miał wątpliwości, że Jezus Chrystus „jest Kapłanem według porządku Melchisedeka”! Przy czym ten właśnie „porządek” („porządek Melchisedeka”), posiada zdecydowaną przewagę nad znanym i funkcjonującym w Izraelu w czasach Starego Przymierza „porządkiem Aarona”. O ile bowiem służba kapłanów według porządku Aarona, poprzez system symbolicznych ustanowień – ziemska świątynia, jej kapłani i zwierzęce ofiary; symboliczne obrzędy i doroczne uroczyste święta – jedynie ZAPOWIADAŁA mające się dokonać RZECZYWISTE ODKUPIENIE I ZBAWIENIE, to Jezus Chrystus, Kapłan według porządku Melchisedeka przez Swą śmierć ZGŁADZIŁ NASZE GRZECHY I POJEDNAŁ NAS Z OJCEM, ZAPEWNIAJĄC WIECZNE ZBAWIENIE!
Autor Listu do Hebrajczyków ujął to następująco:
-
„Gdyby zaś doskonałość była osiągalna przez kapłaństwo lewickie, a wszak w oparciu o nie otrzymał lud zakon, to jaka jeszcze była potrzeba ustanawiać innego kapłana według porządku Melchisedeka, zamiast pozostać przy porządku Aarona? Skoro bowiem zmienia się kapłaństwo, musi też nastąpić zmiana zakonu. Bo ten, do którego odnosi się ta mowa, należał do innego plemienia, z którego nikt nie służył ołtarzowi. Wiadomo bowiem, że Pan nasz pochodził z plemienia Judy, o którym Mojżesz nic nie powiedział, co się tyczy kapłanów. A staje się to jeszcze bardziej rzeczą oczywistą, jeśli na podobieństwo Melchisedeka powstaje inny kapłan, który stał się nim nie według przepisów prawa, dotyczących cielesnego pochodzenia, ale według mocy niezniszczalnego życia. Bo świadectwo opiewa: Tyś kapłanem na wieki według porządku Melchisedeka. A przeto poprzednie przykazanie zostaje usunięte z powodu jego słabości i nieużyteczności. Gdyż zakon nie przywiódł niczego do doskonałości, z drugiej zaś strony wzbudzona zostaje lepsza nadzieja (BG: „ale na jego miejsce wprowadzona jest lepsza nadzieja”), przez którą zbliżamy się do Boga” (Hbr 7,11-19).
Należy zauważyć, że wiedza o tym, iż ustanowiona przez Boga starotestamentowa świątynia, kapłaństwo, ofiary zwierzęce, obrzędy i święta, wzięły spełnienie w JEDNEJ OFIERZE, którą Pan Jezus Chrystus złożył na Golgocie – dziś powszechna wśród biblijnych chrześcijan – za dni Apostołów z trudem przebijała się do umysłów ortodoksyjnych Żydów, zapatrzonych w święte obrzędy Starego Przymierza. I nawet wyznawcy pierwszych chrześcijańskich zborów, mieli z tym pewne problemy.
Dzięki Najwyższemu, że Apostołowie (zwłaszcza ap. Paweł), dzięki światłu, którym napełniał ich Jezus Chrystus (por. DzAp r. 15,1.2.27-32; Gal 1,11.12), wyjaśniali wierzącym te ważne, ale i złożone, często trudne do zrozumienia w pierwszej chwili sprawy (czyt. m. in. DzAp r. 15; Kol 2,16.17; Hbr 10,1-18).
A ponadto prawda o tym, że Jezus Chrystus, Najwyższy Kapłan według porządku Melchisedeka zbawił wierzących poprzez Swą krzyżową Ofiarę, jest jądrem Ewangelii, zwiastowanej na całym świecie:
-
„Nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni!” (DzAp 4,12).
O tym, że istotą kapłaństwa Melchisedeka jest odkupieńcza Ofiara, złożona przez naszego Arcykapłana na Golgocie, wiedzą wszyscy biblijni chrześcijanie. Podobnie jak są świadomi, że ZNAKIEM i PAMIĄTKĄ tej Ofiary jest obrządek Wieczerzy Pańskiej, podczas którego spożywają CHLEB i WINO – symbole CIAŁA i KRWI Pana Jezusa Chrystusa („Albowiem, ilekroć ten chleb jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujecie, aż przyjdzie” – 1 Kor 11,26).
Niestety, wciąż nie wszyscy oni kojarzą podane uczniom przez Zbawiciela w czasie Ostatniej Wieczerzy chleb i wino – z „chlebem i winem”, jakie Melchisedek, król Salemu wyniósł na spotkanie z Abrahamem (1 Mjż 14,18)!…
A wszak skojarzenie takie narzuca się wprost:
– Bo w pierwszym przypadku Melchisedek, „kapłan Boga Najwyższego” ofiaruje Abrahamowi („Ojcu wszystkich wierzących, zarówno spośród nieobrzezanych, jak i spośród obrzezanych” – Rz 4,11.12) – chleb i wino!
– W drugim przypadku, Jezus Chrystus, Najwyższy Kapłan według porządku Melchisedeka – <wychodzi naprzeciw> każdemu wierzącemu (każdemu potomkowi praojca Abrahama!) z Ofiarą Swego Ciała i Krwi – których znakiem jest CHLEB I WINO…”!
Należy się cieszyć, że dla znakomitej większości biblijnych chrześcijan, zaprezentowany tok myślenia i podane argumenty Słowa Bożego są zrozumiałe i przekonujące – tak, jak z łaski Bożej w pewnym momencie stały się one zrozumiałe i oczywiste dla Melchisedka, a poprzez niego także dla Abrahama!
Powinniśmy pamiętać, że w historii ludzkości pojawiały szczególnie uprzywilejowane jednostki, którym Najwyższy objawiał o wiele więcej niż pozostałym. To ten właśnie fenomen cechuje zjawisko biblijnego profetyzmu: „Zaiste, nie czyni Wszechmogący Pan nic, jeżeli nie objawi swojego planu swoim sługom. prorokom” (Am 3,7)…
W Biblii jest to naturalna i dość częsta sytuacja, gdy słudzy Boga pragnąc poznać Jego zamiary, proszą:„Panie, daj mi poznać zamysły Twoje” (2 Mjż 33,13; Oz 6,3; por. Flp 3,7-11)! A próśb tych, Pan nie pozostawia bez odpowiedzi…
Do takich, szczególnie wyróżnionych jednostek należał m. in. „siódmy po Adamie potomek”, Henoch, opisujący chwalebne przyjście Pana i Jego sąd nad bezbożnymi (Judy 1,14.15; por. Mt 25,31). Takim człowiekiem był żarliwie poszukujący Pana Agur, syn Jake z Massy (Przyp.Sal 30,1-4), Bliski związek z tym charyzmatem mieli także „mędrcy ze Wschodu”, którzy – prowadzeni przez gwiazdę – przyszli do Betlejem by powitać nowo narodzonego Zbawiciela (Mt 2,1.2)…
A w czasach patriarchalnych Najwyższy postanowił, że do grona wyróżnionych w taki sposób osób, dołączy też wierny Abraham, któremu Melchisedek objawi, że Ofiarą za grzechy ludzkości będzie Jednorodzony Syn Jedynego Boga!
Możemy próbować wyobrazić sobie,
jak wielkie wrażenie wywarła na Abrahamie ta informacja – ile uczuć i emocji zrodziło się w jego umyśle i sercu, oraz jakie myśli kłębiły się jego głowie!… Przed laty patriarcha poznał Najwyższego, jako Boga Wszechmocnego (1 Mjż 17,1-10)! Pokochał Go całym sercem! Był Mu bezgranicznie oddany i posłuszny! To był jego Bóg i jego Pan…
A oto teraz, gdy dowiadywał się o zbawieniu dzięki Ofierze jednorodzonego Syna Bożego odkrywał, że Najwyższy Bóg jest pełnym miłości Ojcem stworzonych przez Siebie ludzi!…
Było to nowe, pogłębione Odkrycie, inicjujące nową relację i wprowadzające do nowej Rzeczywistości!
Podczas rozmowy z Melchisedekiem, Abram/Abraham posiadł wiedzę o zbawieniu w Chrystusie. A to zrodziło w nim silne pragnienie, by dowiedzieć się czegoś więcej o Tym, który Swoim Ciałem i Krwią nas odkupił i zbawił! Co więcej, Abraham prosił, by mógł „oglądać dzień Jezusa”, a prośba patriarchy – co poświadcza sam Zbawiciel – została spełniona:
„Abraham, ojciec wasz, cieszył się, że miał oglądać mój dzień, i oglądał, i radował się” (Jan 8,56).
Do jakiej sytuacji nawiązał w tej wypowiedzi Zbawiciel?
Niewątpliwie, przekazana Abramowi przez Melchisedeka prawda, o miłości Bożej, objawionej potem w Piśmie Świętym i okazana w Osobie i Ofierze jednorodzonego Syna Bożego (Jan 3,16), była dla praojca Abrahama wielkim przeżyciem, a zarazem źródłem ogromnej radości i wdzięczności wobec Przedwiecznego i Jego jednorodzonego Syna!
Radość ta spotęgowała się w momencie, gdy patriarcha otrzymał zapewnienie, iż będzie „oglądał dzień Jezusa” – a jeszcze bardziej radował się, kiedy to nastąpiło;
– Czy chodzi o czas, gdy Syn Najwyższego, jako „Syn Człowieczy” przemierzał zakurzone izraelskie drogi?…
– Czy chodzi o dzień, gdy na Golgocie złożył On Ofiarę z Siebie Samego?…
– A może dotyczyło to dnia Jego chwalebnego zmartwychwstania?…
– Albo dnia, gdy przed Nim, jako „ustanowionym przez Najwyższego Sędzią” stanie cała ludzkość?…
W rozmowach o tym szczególnym doświadczeniu Abrahama, często pada pytanie o stronę <techniczną> tego przeżycia patriarchy (Czy była to wizja, albo może przeniesienie w czasie?)\
Wypowiadając się w tej sprawie, komentujący proponują kilka opcji, z których jedna, późno-żydowska zakłada, że „Pan Bóg pokazał Abrahamowi za życia na ziemi (Rdz 15,9n), czasy mesjsńskie” (Ewangelia wg Jana, Biblia Poznańska, t. IV, komentarz do Jan8,56, str. 250). Ktoś inny zasugerował, że doświadczenie Abrahama, było w pewien sposób podobne do przeżycia ap. Pawła, który o tym zdarzeniu napisał: „Czy to w ciele było, nie wiem, czy poza ciałem, nie wiem, Bóg wie” (2 Kor 1,1-4).
O szczególnym uprzywilejowaniu Abrahama, Pismo Święte świadczy też na kilku innych miejscach podkreślając, że Najwyższy oficjalnie uznał patriarchę za Swego „Przyjaciela”, ogłosił ten fakt Swemu ludowi, i zgodnie z tym traktował Abrahama:
„Lecz ty, Izraelu, mój sługo, Jakubie, którego wybrałem, POTOMSTWO ABRAHAMA, MOJEGO PRZYJACIELA,” (Iz 41,8);
„Czy to nie Ty, Boże nasz, wypędziłeś mieszkańców tej ziemi przed swoim ludem izraelskim i dałeś ją potomstwu Abrahama, PRZYJACIELA SWEGO, na wieki?” (2 Krn 20,7);
„I wypełniło się Pismo, które mówi: I uwierzył Abraham Bogu i poczytane mu to zostało ku usprawiedliwieniu, i NAZWANY ZOSTAŁ PRZYJACIELEM BOGA” (Jak 2,23).
„Przyjaciel”, to wielkie słowo. – To ktoś, do kogo mamy ogromne zaufanie, osoba, której skłonni jesteśmy powierzać swoje najgłębiej skrywane tajemnice!… O przyjaciołach i przyjaźni, Andrzej Zuberbier (Słownik teologiczny t. 2.) napisał m.in.:
„[…] Przyjaźń (gr.: philis; łac.: amicitia: ) – jest tym rodzajem miłości, który oparty na wspólnocie ducha charakteryzuje się wzajemną, życzliwą bezinteresownością. […].To podobieństwo i wspólnota ideałów, myśli, pragnień, będące koniecznym warunkiem przyjaźni, pozwala mówić, że przyjaciele są „jedną duszą w dwóch ciałach”. Według myślicieli hinduskich do swego przyjaciela można powiedzieć: „ty, jesteś ja”. Nie znaczy to jednak, że przyjaźń wyklucza wszelkie różnice. Przeciwnie, niepowtarzalna indywidualność każdej ze stron wzbogaca wzajemny związek. Żadna przyjaźń nie może być jednostronna., w przeciwieństwie np. do miłości bliźniego jest ona takim oddaniem się, które musi być wyraźnie odwzajemnione. Ma też całkowicie dobrowolny charakter. Nikt nie ma obowiązku zaprzyjaźnienia się z kimkolwiek. Przyjaciele dzielą się z sobą tym, co mają najlepszego. Wymaga to łączności, współobecności , komunikowania się. Wprawdzie przyjaciele obdarowują się przede wszystkim dobrami duchowymi, niemniej „prawdziwego przyjaciela poznajemy w biedzie”. Bezinteresowna pomoc, życzliwa opieka w różnych sytuacjach życiowych, stanowi jakby sprawdzian przyjaźni.[…] Przyjaźń rodzi się ze wspólnego dążenia do jakiegoś celu, który wykracza poza samą przyjaźń. […] Przyjaźń nie jest gromadna. Rodzi się między jednostkami, choć nie będąc – w przeciwieństwie do miłości erotycznej – zazdrosna, może łączyć więcej nić dwie osoby. Przyjaźń jest w pewnym sensie ekskluzywna. Wprawdzie nie wyklucza z góry nikogo, ale jej wysokie wymagania sprawiają, że bywa dostępna dla niewielu. Jest bowiem stosunkiem łączącym jednostki na najwyższym poziomie ich indywidualnego rozwoju. Toteż między gronem przyjaciół, a ich otoczeniem powstaje jakaś bariera, krąg samotności. Nie znaczy to, że przyjaźń nie może być dobrodziejstwem dla społeczeństwa. […] Głęboka przyjaźń stanowi dla obu stron ogromną szansę pełnego rozwoju osobowego. Świadomość akceptacji ze strony przyjaciele wywołuje lub umacnia wiarę w siebie… Przyjaciele, pragnąc nawzajem dla siebie dobra, mobilizują się do wysiłku, do pełniejszego „bycia”. Jedną z chlubnych zalet przyjaźni jest jej trwałość. Wprawdzie nie każdy związek określany tym mianem wytrzymuje próbę czasu. Przyjaciele mogą z różnych powodów zerwać swą przyjaźń lub stopniowo odchodzić od siebie. Niemniej jako ideał jest ona wieczna, niezłomna i niezachwiana, opiera się bowiem na głębokim zaufaniu. Aby sprostać temu ideałowi, nie można jednak pochopnie nawiązywać przyjaźni ani traktować jej jako coś naturalnego. Przyjaźń nie jest czym, co się należy, czymś oczywistym, zrozumiałym samym przez się. Zawsze jest darem, a jednocześnie zadaniem. Dlatego też każda ze stron jest odpowiedzialna za podtrzymywanie przyjaźni. Inaczej zaniknie ona i obumrze. […] Pismo święte rzadko używa przyjaźni jako symbolu miłości łączącej Boga i człowieka. Duchowy charakter przyjaźni sprawia, że nie jest ona dobrym symbolem dla spraw ducha. Niemniej zarówno Stary Testament, zwłaszcza księgi mądrościowe, jak i Nowy, głoszą pochwałę przyjaźni, gdyż wierny przyjaciel jest potężną obroną , a kto go znalazł, skarb znalazł” (Syracha 6,14). (str. 166-168).
O wielkiej wartości przyjaźni mówił też Pan Jezus Chrystus:
„Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. jesteście przyjaciółmi moimi , jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam. Nie wy mnie wybraliście, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały, by to, o cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, dał wam.” (Jan 15,14-16).
Relacja Jezusa Chrystusa z Jego uczniami była nie tylko relacją miłości, ale także relacją przyjaźni! Rodzice z natury kochają swoje dzieci, ale Pan Jezus w cytowanej powyżej wypowiedzi, podkreślił, że przyjaciele dzielą się wszystkim i nie mają przed sobą tajemnic.
Teraz jednak pozostańmy jeszcze przy Abramie/Abrahamie.
Wczytując się w cytowane powyżej ustępy Pisma mówiące o przyjaźni Najwyższego i Abrahama, zacząłem się zastanawiać w jakim momencie życia patriarchy, zasadnicza i naturalna relacja, jaka na początku łączyła Wszechmocnego z oddanym i wiernym sługą, zaczęła nabierać nowych treści, aż stała się wyjątkową zażyłością i autentyczną, potwierdzoną przez Najwyższego, PRZYJAŹNIĄ!?…
W dwóch pierwszych ze wskazanych wersetów, nie znalazłem takiej informacji, natomiast w wersecie trzecim – Jak 2,23 czytanym w kontekście – moją uwagę przykuły słowa:
„Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego? Widzisz, że wiara współpracowała z uczynkami jego i przez uczynki stała się doskonała. I wypełniło się Pismo, które mówi: I uwierzył Abraham Bogu i poczytane mu to zostało ku usprawiedliwieniu, i NAZWANY ZOSTAŁ PRZYJACIELEM BOGA” (Jak 2,21-23).
EUREKA! Ta k! Jestem przekonany, że wydarzeniem tym było to wszystko, co wiązało fakt i moment OFIAROWANIA Izaaka, jedynego syna Abrahama, z faktem i momentem OFIAROWANIA jednorodzonego Syna Bożego, Pana Jezusa Chrystusa!… Przeżycie to zbliżyło DWÓCH OJCÓW, połączyło ich serca i ZADZIRZGNĘŁO MIĘDZY NIMI WIĘZY SERDECZNEJ PRZYJAŹNI!
Bo zestawmy z sobą postacie i przeżycia TYCH DWÓCH OJCÓW:
-
Wszechmocnego Boga, który dla naszego zbawienia posłał na Ziemię Swego jednorodzonego Syna (Jan 3,16), godząc się na Jego poniżenie, cierpienia i męczeńską śmierć na Golgocie! (Jan 34,16)… I PRZEMYŚLMY: (1) Co czuł Ojciec, uczestnicząc we wszystkim, co musiał znosić Jego ukochany Syn, lekceważony i poniewierany niemal każdego dnia, przez ponad trzy lata ziemskiej służby?!… (2) Co czuł Ojciec, gdy widział i słyszał pełne lęku i bólu słowa Syna w Getsemane?!… (3) Co czuł, gdy odrzucony przez naród, zdradzony i opuszczony nawet przez uczniów, zlekceważony i ubiczowany, został brutalnie przybity do krzyża?!… (4) Co czuł, gdy wiszący na krzyżu, udręczony fizycznie i wyczerpany psychicznie Syn, świadom, że tak być musi, poskarżył się jednak Swemu Bogu i Ojcu: „Eloi, Eloi, lama sabachtani” (Mk 15,34) ?!…
-
Patriarchę Abrahama, człowieka bezgranicznie oddanego Stwórcy, który dowiódł swej wiary w Boże obietnice, składając na ofiarę swego „jedynego syna” (Hbr 11,17-19)! I PRZEMYŚLMY: (1) Co czuł ojciec, który przez trzy dni żył ze świadomością, że musi ofiarować swego umiłowanego syna?!… (2) Co czuł prowadząc Izaaka na górę Moria, gdzie osobiście miał mu odebrać życie?!… (3) Jak straszną musiała być dla niego chwila, gdy usłyszał pytanie: „Ojcze mój!… Oto ogień i drwa, a gdzie jest jagnię na całopalenie? (1 Mjż 22,7) oraz chwila, gdy związanego, złożył go na zbudowanym tam ołtarzu, a ręką ujął nóż <1 Mjż 22,9.10))?! …
Tutaj nie musiały paść takie czy inne słowa lub gesty – ważne było WSPÓŁUCZESTNICTWO w PRZEŻYCIU! Wprowadzając w nie Abrahama, Najwyższy podzielił się z nim w głębokim zaufaniu tym, co DLA NICH OBYDWU BYŁO NAJCENNIEJSZE, i… NAJBOLEŚNIEJSZE!
Kończąc część pierwszą tego opracowania,
poświęconą złożonej historii świata przedpotopowego, postawiłem pytanie, jak wysoki procent Setytów, żyjących w błogosławionych czasach Enosza, Enocha, Matuzalema i Noego, było nie tylko nominalnie, ale i prawdziwie „synami (i córkami) Bożymi” – ludźmi sprawiedliwymi, którzy w końcu czasu zostaną przemienieni i zabrani przez Pana Jezusa Chrystusa do Domu Ojca (Jan 14,1-3)… Ilu ich było: setki?… tysiące?… setki tysięcy?… miliony?… wiele milionów?!…”
Postawienie tego, w zasadzie retorycznego pytania, i podjętą próbę odpowiedzi na nie, uzasadniał najbliższy kontekst, który streściłem w zdaniu: „To proste: Niemal tysiąc lat + rozrastająca się dynamicznie populacja ludzi żyjących setki lat + uduchowieni przewodnicy i nauczyciele (wśród nich patriarcha Enosz i prorok Henoch!… A co najważniejsze; + Boże przewodnictwo, obfite błogosławieństwo i pomoc, aby uratować jak najliczniejszą rzeszę żyjących wtedy „synów Bożych”!!!
Obecnie, kończąc drugą część, i stawiając podobne pytanie („Jak wiele „synów [i córek] Bożych” żyło w okresie od Potopu, do dni Abrahama?”), nie wskazuję żadnych hipotetycznych liczb, choć i tym razem jestem przekonany, że ludzi takich również wtedy było wiele tysięcy!… Jednak, niezależnie od ich liczby, jestem głęboko przekonany, że poznanie Najwyższego w okresie życia Abrahama bardzo wzrosło, a wielu Jego czcicieli, dzięki ówczesnym dzieciom Bożym, odnalazło w Nim swego Boga i Ojca!
Dlaczego jednak, gdy chodzi o liczby, zajmuję tak wstrzemięźliwe stanowisko?
To proste.
Nie jestem w stanie i nie chcę sugerować jakichkolwiek liczb, najpierw ze względu na brak miarodajnego materiału źródłowego dla tego rodzaju szacunków.
A następnie dlatego, że moim zdaniem, ogólna odpowiedź na to pytanie zawiera się najpierw i przede wszystkim w historii życia patriarchy Abrama/Abrahama, którą powyżej streściłem; historii życia człowieka, który – zanim jeszcze nadeszły czasy Mojżesza – jako Sługa Boży, wierny i oddany bez reszty Wszechmogącemu, stał się „Ojcem wszystkich wierzących nieobrzezanych”, którym jego wiara została poczytana za sprawiedliwość i „ojcem obrzezanych, którzy nie tylko są obrzezani, ale też wstępują w ślady wiary ojca naszego Abrahama z czasów przed obrzezaniem” (Rz 4,11.12)!
Bo za dni tego właśnie patriarchy, Najwyższy zadbał o to, by ludzkość poznała podstawowe, najważniejszej prawdy o Bogu i o zbawieniu, dokonanym w swoim czasie w Ofierze, którą – gdy dopełnił się czas proroczy – złożył na Golgocie jednorodzony Syn Jedynego Prawdziwego Boga, Pan Jezus Chrystus (Jan 17,1-4)!
Zdawać by się mogło, że wstrząs, jakim był globalny Potop,
skłoni potomków ukaranych w tej katastrofie ludzi, do gruntownego przemyślenia sytuacji w jakiej się znaleźli i przyprowadzi skruszonych do Stwórcy – wszak wystarczyło, by w swych umysłach i sercach, połączyli skutki z przyczynami! Tym bardziej, że otrzymali od Stwórcy zapewnienie iż Potop już się nie powtórzy, a On będzie się opiekował wierną częścią ludzkości aż po kres czasu (1 Mjż 8,20-22),..
Niestety, już pierwsze stulecia dowiodły, że kolejne pokolenia niewiele się nauczyły
z przeszłości i miast naśladować szlachetnych i bogobojnych Setytów, coraz bardziej przypominali ich – pełnych niewiary, buntu i bezczelności – <kuzynów>, Kainitów!
Takie podejście musiało zrodzić tragiczne skutki w myśleniu i postępowaniu ówczesnych pokoleń, w ich planach i decyzjach. Niestety, oni – nie wierząc Bożemu zapewnieniu, że Ziemi nie grozi ponowny Potop – postanowili wziąć sprawę w swoje ręce, i wymyślili, że wybudują wieżę, która sięgnie ponad najwyższe fale i umożliwi im przedostanie się do… Nieba! A nie chcąc, zgodnie z zaleceniem Stwórcy, planowo i systematycznie zaludniać i zagospodarowywać Ziemię, postanowili „uczynić sobie imię, aby nie rozproszyć się po całej ziemi” – czego znakiem była właśnie Wieża Babel… I wtedy pomieszały się im języki (1 Mjż 11,1-9)…!
Dlatego, gdy analizujemy biblijne doniesienia o tamtych trudnych czasach, nie tylko dostrzegamy obraz ogólnego duchowego zamieszania, ale możemy też obserwować dwa, znane z czasów przedpotopowych, wyraźnie zarysowane trendy. Pierwszy (niestety, znów zdecydowanie dominujący), podobny równi pochyłej, zakorzenionej w niewierze i grzechu, zachęcał ludzi do buntu i bluźnierstwa wobec Pana Boga, co pozbawiało ich resztek rozsądku i duchowości, a w ostatecznej perspektywie musiało doprowadzić do fizycznego unicestwienia!
Owszem, na drugim biegunie, gromadziły się bogobojne, duchowo rozbudzone jednostki i grupy ludzi wierzących – „synowie (i córki) Boże” – które ufały Stwórcy i starały się pełnić Jego wolę. Ale z informacji autora Księgi Rodzaju wynika, że w miarę upływu czasu, także wśród nich, zwłaszcza od dni Teracha (1878-2083 od Stworzenia) zaczęło się plenić bałwochwalstwo. Wytwarzane wtedy (niestety, także przez patriarchę Teracha!) – małe, rzeźbione bożki (terafim), były uznawane za rodzinne bóstwa opiekuńcze wokół których był sprawowany kult (którego ślady odnajdujemy nieco później także w rodzinie i domu Labana, teścia Jakuba syna Izaaka – patrz 1 Mjż 31,19)!
Do tamtego okresu przypisane są też dwa wydarzenia/zjawiska, oraz ich naturalne i nieuniknione konsekwencje: Budowa wieży Babel i rozproszenie jej budowniczych „po całej powierzchni ziemi”, gdy w roku 1996 jej idea upadła (1 Mjż 11,1-9)…
-
Mniej więcej w tym samym czasie, za dni patriarchy Teracha ( 1878-2083) pojawiło się bałwochwalstwo, związane z kultem bożków domowych – terafim (1 Mjż 11,27-32; por. Joz 24,2).
A jednak – mimo wszystkie przeciwności i przeszkody – właśnie za dni Abrahama i dzięki postawie tego patriarchy – ówczesne pokolenia poznały najważniejsze prawdy o Jedynym Bogu i o zbawieniu, dokonanym w swoim czasie w Ofierze, którą – gdy dopełnił się czas– złożył na Golgocie jednorodzony Syn Jedynego Prawdziwego Boga, Pan Jezus Chrystus (Jan 17,1-4)! A wszyscy szczerzy ludzie tamtego czasu otrzymali szansę poznania, nawiązania bliskiej relacji z Jedynym Prawdziwym Bogiem i zawarcia z Nim Przymierza Obrzezki (1 Mjż 17,1), oraz szansę i zdolność kroczenia drogami doskonałości (1 Mjż 17,1; 26,5)…
Ilu szansę tę wykorzystało – ujawni Wieczność!
(c.d.n.)


