„Bezstresowe wychowanie” (2)

image_pdfimage_print

Osoby i środowiska, które od dawna toczą spory o metody wychowywania dzieci, korzystają z różnorakich argumentów i postulują różne rozwiązania. To nie może dziwić, gdyż jest to sprawa o znaczeniu fundamentalnym. I to nie tylko dla rodziców i dzieci oraz ich rodzin, ale i całego społeczeństwa. Znana wypowiedź Stanisława Staszica: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, potwierdzona doświadczeniem pokoleń, nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości.

Niestety, na tym polu dzieje się źle. A od czasu gdy tradycyjne metody wychowawcze zostały zakwestionowane przez prądy świeckiego humanizmu, które wypierają autorytet Pana Boga i dokonują apoteozy człowieka, dzieje się wręcz tragicznie. Tym bardziej, że czerpiąca ze świeckiego humanizmu nowoczesna psychologia, równie nieodpowiedzialnie co natrętnie postuluje i wywiera naciski, by wprowadzić swoje nietrafione, za to brzemienne w skutki rozwiązania. Wspomniany wyżej dr Benjamin Spock jest tego przykładem. I cóż z tego, że ten nieszczęsny człowiek – po latach, gdy we własnej rodzinie doświadczył złych skutków sugerowanych przez siebie metod wychowawczych – zmienił radykalnie podejście, przyznał rację tradycyjnemu wychowaniu, a w kolejnej książce odwołał poprzednie twierdzenia, skoro tymczasem ponad dwa pokolenia amerykanów niosło już na sobie skutki jego <bezstresowych> metod?!… Niestety, dr Spock nie działał na tym polu sam.

Ofensywę świeckich humanistów wsparły liczne szkoły psychologiczne, a co jeszcze gorsze, znaleźli się wpływowi ludzie, za sprawą których różne wątpliwe lub jawnie szkodliwe pomysły znalazły dostęp do ludzi władzy, by przybrać postać regulacji prawnych obwarowanych surowymi sankcjami. Takie prawno-karne regulacje kilkadziesiąt lat wcześniej wprowadzono na Zachodzie, a przed kilku laty zostały przyjęte także przez polski parlament. Przewidują one surowe kary dla rodziców już za wymierzenie własnemu dziecku klapsa. Tak więc zwolennicy wychowania bezstresowego w większości krajów europejskich – zwłaszcza w krajach członkowskich Unii Europejskiej – mogą mówić o triumfie!

Niestety, to, co jest ich triumfem, jest równocześnie klęską nas wszystkich. Najpierw rodziców i ich dzieci, a zaraz potem szkoły i całego społeczeństwa. Jak to wygląda na co dzień, możemy obserwować na ulicy, czytać w prasie i oglądać w programach telewizyjnych. Oto, znane nam wszystkim obrazki z życia, obserwowane osobiście, lub opowiedziane przez nauczycieli i dziennikarzy:

  • Na stoisku z zabawkami w typowym markecie dziecko krzyczy, bo matka nie chce mu kupić upatrzonej zabawki. Nie tylko krzyczy – tupie nogami, bije po rękach speszoną takim zachowaniem rodzicielkę, wreszcie rzuca się na ziemię… Ludzie przystają, podnoszą uwagi, komentują, a zdenerwowana kobieta jest rozpaczliwie bezradna. Wreszcie, gdy nie pomagają słowa, daje maluchowi klapsa, bierze go za rękę i nie zważając na krzyki, ciągnie do wyjścia. Nie zaszła daleko, bo na drodze stanął przywołany przez kogoś ochroniarz, który wezwał policję, bo „została naruszona nietykalność dziecka”… No, i będą duże kłopoty – policja, pewnie sąd rodzinny… w perspektywie ograniczone prawa rodzicielskie… Czym się to skończy?

  • Szkoła podstawowa. “Przerwa. Na korytarzu na podłodze leży mały chłopiec. Nikt go jednak nie zmusza, żeby wstał i wszedł do klasy. Nauczyciel proponuje mu materac w sali gimnastycznej. Na korytarzu dyrektor podnosi leżące na podłodze papierki, nie zmusza do tego biegających bezstresowo dzieci.” (GW 3.XII.1993);

  • Z artykułu (GW 2012) „Uczniowie dręczyli nauczycielkę, ale to ona miała być ukarana”: “[…] Szkoła ma przede wszystkim uczyć. I nauczyła pozostałą część klasy, że nauczycielowi można wejść bezkarnie na głowę. […] Życzę więc państwu miłej pracy z wychowanymi przez was bezstresowo uczniami.”.

Znamy takie informacje. Widzieliśmy już zdjęcia nauczyciela, któremu nastoletni uczniowie zakładali na głowę kosz na śmieci, widzieliśmy jak w innej szkole nauczycielka nie była stanie rozpocząć lekcji, bo uczniowie szaleli w klasie, rzucali w nią papierkami i wypowiadali pod jej adresem niewybredne komentarze… Pamiętam wywiad przeprowadzony przez dziennikarza na straganie z byłym nauczycielem liceum, który stwierdził wprost, że po stokroć woli sprzedawać warzywa, niż znosić impertynencje ze strony rozwydrzonej młodzieży!

Ale to zaczyna się znacznie wcześniej.

Możemy to obserwować w rodzinach, gdzie rodzice przedszkolnych dzieci, nie umiejący sobie poradzić ze swymi latoroślami, wzywają na pomoc znane <supernianie>. Znamy to z seryjnych audycji, jakimi raczą nas stacje telewizyjne. Nie ma wątpliwości, że audycje te w zamyśle mają być instruktażem dla rodziców, jak należy postępować w trudnych sytuacjach; zresztą autorzy tych materiałów stale to podkreślają. A w moim, i nie tylko moim odczuciu, programy te są blamażem i totalną klęską zarówno owych uczonych pań, jak i rodziców nieszczęsnych, rozwydrzonych dzieci!

Bo na przykład rozeźlone dziecko celowo i złośliwie rozrzuca zabawki i inne przedmioty po pokoju, bije matkę po twarzy, lub ją kopie, wykrzykując słowa nienawiści („Jesteś głupia!!! głupia!!! głupia!!!… nienawidzę cię!!!”), a nawet pluje na nią, zaś <super niania> radzi, by mama była… wyrozumiała i spokojna… „Totalna kompromitacja i skandal!” – to ogólna opinia wielu dojrzałych osób, które wychowały swe dzieci według metod tradycyjnych na mądrych i szlachetnych członków społeczeństwa. Podzielam tę opinię w zupełności i nie jestem w stanie zrozumieć, kto owym <super nianiom> dał prawo, aby niszczyły nasze dzieci!?… Jedyna sensowna rada, jaka pada w takich programach, by szalejące dziecko skłonić jakimś sposobem do chwilowego pozostania przez jakiś czas na wyznaczonym fragmencie pokoju, „aż się wyciszy”, niczego w tym obrazie nie zmienia. Efekty są albo mizerne, albo żadne!

Opisywanie podobnych sytuacji, przypominanie <mądrych> rad utytułowanych pań, i w końcu pokazywanie efektów ich zabiegów, byłoby bez sensu, jako że chyba wszyscy mieli okazję choć raz widzieć takie sceny i sami mogli wyciągnąć wnioski.

Osobiście zdumiewa mnie to, że nawet ludzie, którzy w temacie wychowania wypowiadają czasami wiele mądrych słów i udzielają rozsądnych rad (tu cytat z materiału, jaki znalazłem w internecie):

  • […] Dzieci nie rodzą się złe, głupie czy leniwe. Z biegiem lat poznają świat dzięki nam dorosłym. Dzieci mimo tego, że są małe, pragną mieć wyznaczone pewne granice: co jest dobre, a co złe, co im wolno, a czego nie. Dzieci testują otoczenie, by dowiedzieć się, na ile mogą sobie pozwolić. Ten sposób nabierania doświadczenia ma znaczny wpływ na ich rozwój. Dlatego ważne jest, by sygnały wysyłane przez dorosłych były dla dziecka jasne, konkretne i przejrzyste. […] W relacjach dorosłego z dzieckiem muszą być wyznaczane granice i stawiane wymagania. Dzięki ich egzekwowaniu dzieci uczą się odpowiedzialności za to, co robią i jak się zachowują, a także relacji i zasad współżycia z innymi. Dyscyplina nie jest skierowana przeciwko dzieciom, ale przeciwko ich niewłaściwemu zachowaniu (podkr. SK).”

to i tak, jako panaceum na każdą sytuację radzą: zrozumienie, perswazję oraz bezwarunkową, nieograniczoną miłość i cierpliwość. Do tego stopnia, że dziecku nawet nie należy mówić, że to, jak się zachowało, i co zrobiło, jest złe (!):

  • […] Jeżeli małe dziecko źle się zachowuje, to dorosły powinien starać się zrozumieć, dlaczego tak postąpiło. Należy też pamiętać, że im młodsze dziecko, tym częściej trzeba mu wszystko tłumaczyć, nawet po kilka razy. Gdy dziecko uszczypało kolegę, to nie trzeba mówić: nie wolno, tak się nie robi, źle się zachowałeś, tylko należy wytłumaczyć, że kolegę to bardzo bolało (? – SK). Dobrze jest też przypomnieć dziecku sytuację, w której z tego samego powodu ono cierpiało i płakało. Nie wolno być pobłażliwym. […] Podstawa każdych relacji międzyludzkich, niezależnie od tego czy są to relacje między dorosłymi, między dorosłym a dzieckiem, czy między dziećmi, to wzajemny szacunek. Pamiętaj, by być przykładem dla dziecka, które naśladuje twoje zachowania. Zapewnij dziecku poczucie bezpieczeństwa, dając mu miłość, ale też wyznaczając jasne „zasady gry”. Posłuszeństwo nie oznacza uległości (? – SK). Bądź konsekwentny! Stosuj kary nie wobec osoby dziecka, ale jego nagannych zachowań. Chwal za sukcesy! Absolutnie nie stosuj kar cielesnych! (podkr. SK) Rozmawiaj i tłumacz, ale nie krzycz. Nie pobłażaj nagannego zachowania”.

Zastanawiam się, czy autor tego materiału przeczytał go uważnie, zanim zamieścił na stronie. Gdyby to zrobił, zauważyłby chyba liczne niekonsekwencje, które go kompromitują. Bo jak można jednym tchem mówić o „dyscyplinie”, „konsekwencji” i „wyznaczaniu granic, stawianiu wymagań i ich egzekwowaniu” – równocześnie wystrzegając się jak ognia nawet tego, by powiedzieć dziecku, „że jego zachowanie jest niewłaściwe, że tak nie wolno, i tak się nie robi”…? Niestety, wyraźnie widać, że autor materiału całym sercem jest za bezstresowym wychowaniem i stara się je forsować jako metodę, choć równocześnie chciałby uchodzić za konsekwentnego pedagoga i wychowawcę. To taka próba przeniesienia żaru w filcowym kapeluszu.

Jest znamienne, że część zwolenników wychowania bezstresowego,

dostrzegła już szkodliwość tej metody. Niektórzy z nich widzą, że wychowywane w taki sposób dzieci nie są przygotowane, by zmierzyć się z życiem. Oto fragment kolejnej internetowej wypowiedzi:

  • […] Dziecko wychowane bezstresowo, kiedy musi zmierzyć się z życiem, jest przerażone. Okazuje się bowiem, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż go uczyli rodzice. Wszędzie widzą zakazy, nie potrafią sprostać obowiązkom, ponieważ do tej pory mogli liczyć na rodziców. Samo chodzenie do szkoły i podporządkowanie się nauczycielom i współpraca z innymi dziećmi stają się niewykonalne. Bezstresowe wychowanie wpaja w dzieci przekonanie, że świat jest na ich usługi, tymczasem życie je brutalnie rozczarowuje (podkr. SK). Żeby dziecko mogło wyrobić sobie poczucie bezpieczeństwa, musi wiedzieć, że ma oparcie w rodzicach. Dorośli po prostu nie mogą być na każde skinienie swojej pociechy, ponieważ ta straci do nich cały szacunek. Rodzice staną się kimś, kogo można poniżyć, opluć, a i tak nie zostaną wyciągnięte z tego żadne konsekwencje. Dziecko posuwa się coraz dalej, ponieważ szuka granic, sprawdza ile mu wolno…”

No, właśnie. Te dzieci naprawdę nie są przygotowane do życia w ludzkim świecie, i wcześniej czy później zderzą się ze ścianą! Autor mówi o trudnościach w szkole, gdzie nauczyciele stawiają wymagania, i we współżyciu z rówieśnikami, którzy nie są skłonni we każdemu ustępować. Ale ja dotknę poważniejszej kwestii: przecież wystarczy – choć nie daj tego Boże! – że w jakimś momencie nastoletni człowiek, który dotąd żył w utopijnym, nierzeczywistym świecie – popadnie w konflikt z prawem i zostanie aresztowany, a potem skazany?! Jest oczywiste, że wtedy usłyszy słowa krytyki i potępienia, że – gdyby stawiał opór – zostanie bezpardonowo spacyfikowany i skuty, a potem osądzony i umieszczony w celi. W tych okolicznościach jego świat runie! Co wtedy będzie przeżywać?… Rozczarowanie? – tak! Przerażenie? – tak! Zagubienie? – tak! Frustrację, nieporadność i rozpacz?, w jakimś momencie wściekłość i desperację?… A w końcu załamanie i ciężką depresję?…

W związku z tym mam do Was pytanie, Panie i Panowie Psycholodzy, oraz Panie i Panowie Rządzący: Dlaczego jesteście tak krótkowzroczni, i wyrządzacie tak wielką, wręcz nieprzebaczalną krzywdę dzieciom i młodzieży propagując i narzucając te fatalne metody wychowawcze?!

To nie są zbyt ciężkie zarzuty i nadmiernie surowe słowa. Ci, którzy mają wpływ na życie i przyszłość obecnych i przyszłych pokoleń, powinni sobie zdawać sprawę ze swojej wielkiej odpowiedzialności, i powinni być gotowi w każdym czasie wytłumaczyć się ze swych działań przed każdym prostym człowiekiem, zwłaszcza przed rodzicami, którym w taki sposób zniszczono dzieci.

Dzieciństwo i wczesna młodość to okres przygotowania do życia w ludzkim społeczeństwie, w którym zły czyn jest przestępstwem prawa, a przestępcy muszą ponieść karne konsekwencje swych czynów! Ale tego nikt nie powiedział, a przede wszystkim praktycznie nie nauczył dzieci wychowywanych według nowoczesnych metod.

Sprawa jest oczywista. Bezstresowe wychowanie zakłamuje rzeczywistość, wyrządzając dzieciom i młodzieży ogromną krzywdę! Moim zdaniem za wpędzenie ich w tę matnię, twórczy i obrońcy metod bezstresowych powinni być surowo ukarani!

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”,

Jeśli ta sentencja jest prawdziwa, a bez wątpienia jest, to należy uznać, że forsowane od jakiegoś czasu przez świecki humanizm i prądy zachodniej psychologii nowoczesne metody wychowawcze, są ewidentnie złe i wybitnie szkodliwe! Świadczy o tym to wszystko, co dzieje się rodzinach, w szkołach, i w całym społeczeństwie, które nie jest w stanie uwolnić się od różnorakich wynaturzeń i coraz bardziej zuchwałego zła. Cechą naszych dni jest zanik autorytetu i lekceważenie zasad, a co za tym idzie swawola, nieposłuszeństwo i zuchwałe bezprawie… Oczywiście, nowoczesne metody wychowawcze nie są jedyną przyczyną narastającego zła, ale – gdy chodzi o sytuację w rodzinie i szkole – jedną z podstawowych!

Kto za to odpowiada?

W moim odczuciu ci wszyscy, którzy w ostatnim ćwierćwieczu naszej historii wykazali się niezwykłą determinacją w zwalczaniu sprawdzonych wiekowym doświadczeniem tradycyjnych metod wychowawczych, i godnym lepszej sprawy zapałem we wprowadzaniu metod niesprawdzonych i szkodliwych! Bezkrytyczne zachłyśnięcie się szeroko rozumianym światem Zachodu i tym wszystkim, co on z sobą niesie sprawiło, że biernie patrzyliśmy, jak wpływowe osoby i środowiska, korzystając z przyzwolenia oficjalnych czynników państwowych, przeszczepiały na nasz grunt tamte pomysły, tamtą kulturę, tamte obyczaje i normy. Stanowczo zabrakło <filtra>, który – przepuszczając elementy dobre, użyteczne i korzystne – zatrzymywałby rzeczy i zjawiska wątpliwe, a także pospolity brud i śmieci! Czy można się dziwić, że w tym ugrzęźliśmy?!

Zachodnie wpływy najwyraźniej zaznaczyły się w dziedzinie wychowania. Bezkrytyczne otwarcie się na zachodnie tendencje w psychologii, brak trzeźwego zmysłu i koniecznego krytycyzmu sprawiło, że teraz zbieramy tego owoce.

Rodzice zostali ubezwłasnowolnieni w swych prawach i możliwościach wychowywania własnych dzieci według uznawanych od wieków zasad, które uznają za słuszne, i które w praktyce same się obroniły. Rodzicom, którym Pan Bóg dał dzieci i nakazał je wychować dla Niego i dla społeczeństwa, którzy ponoszą wszelkie koszty utrzymania, wykształcenia i codziennej troski o nie – państwo grozi karami za nie podporządkowanie się wymyślonym przez obcych ludzi i obcą kulturę metodom wychowawczym! Czasami wystarczy samo doniesienie kogoś, kto widział jak matka lub ojciec skrzyczeli dziecko lub wymierzyli mu zasłużonego klapsa, by ograniczyć im władzę rodzicielską, albo i odebrać dziecko. A samych skazać na dodatkową, mniej lub bardziej dolegliwą karę. Tak to w majestacie prawa wypaczane są i niszczone charaktery dzieci i młodzieży.

Nie łudzę się i wiem, że moje słowa odbiją się jak groch od ściany od umysłów tych, którzy – miast nieść przed narodem <oświaty kaganek> – niosą smolistą, rozrzucającą iskry i wzniecającą pożary szczapę swawoli. Oni są przeciwni karceniu naszych milusińskich nawet surowymi słowami, a już stanowczo protestują przeciw jakiejkolwiek karze cielesnej. W ich oczach klaps, to brutalny cios wymierzony w godność dziecka, a kilka uderzeń w pupę krnąbrnego dzieciaka, to barbarzyństwo!!! I nie próbujcie ich przekonywać, że zupełnie nie mają racji, nie powołujcie się na doświadczenia tradycyjnej psychologii, ani na szeroko znane w świecie przykłady świadczące o bezsensie i szkodliwości wychowania bezstresowego. Nie robi na nich wrażenia nawet smutna historia dr. Spocka. Wolą propagować zasady, jakie zawarł w pierwszej książce opublikowanej w roku 1946, niż zainteresować się dlaczego w kolejnej, wydanej w 1974 roku zajął stanowisko popierające tradycyjne metody wychowawcze.

Jest też przykre, że broniąc swoich pozycji, z zasady będą przywoływać rzeczywiście barbarzyńskie przykłady znęcania się nad dziećmi, które potem z ciężkimi obrażeniami ciała trafiają do szpitali. I nie dociera do nich, że jest to nieuczciwa argumentacja.

Ja jednak, mimo wszystko, powtórzę raz jeszcze swoją wcześniejszą opinię, że jest to nieuczciwa manipulacja! Należałoby oczekiwać, że psycholodzy i wychowawcy potrafią rozróżnić między kilku klapsami lub uderzeniem paskiem w miękkie siedzenie dziecka, a pobiciem go przez złych, tępych i bezmyślnych oprawców! Brak tego rozróżnienia nie przynosi chluby ani ich zawodowemu przygotowaniu, ani sprawie, której zdają się służyć!

Prawdopodobnie osoby odpowiedzialne za ten stan rzeczy żyją w błogim przeświadczeniu, że skoro udało się im zaszczepić swoje idee w przestrzeni publicznej, a dla ich ochrony nawet zmienić prawo, to wszystko jest w porządku. Ten triumf jest jednak połowiczny, jako że zdanie wielu ludzi jest krańcowo odmienne. Nie przeprowadziłem specjalnych badań i nie dysponuję danymi statystycznymi, ale liczne rozmowy z osobami z różnych kręgów społecznych, znajomość pewnych liczących się zdarzeń jakie w tym obszarze miały miejsce, dyskusje prowadzone na forach internetowych itd., także prowadzone w TV rozmowy i polemiki pozwalają mi szacować, iż znakomita większość społeczeństwa jest tej sprawie przeciwna. Ludzie uważają, że to zapatrzeni na Zachód i bezkrytyczni psycholodzy, pospołu z mało rozsądnymi parlamentarzystami i rządem naszego państwa – bo to przecież oni zadekretowali sankcje skierowane przeciw rodzicom – niszczą najmłodsze pokolenia naszego narodu i są odpowiedzialni za tragiczny stan społeczeństwa, zwłaszcza zaś za wypaczone charaktery i złamane życiorysy ogromnej rzeszy młodych ludzi!

(c.d.n.)

Biblia30