12.”Jedyny, który ma nieśmiertelność…”

image_pdfimage_print

Wielkość, Mądrość i Świętość Jedynego Prawdziwego Boga nieskończenie przewyższa wszystko, cokolwiek możemy o Nim pomyśleć i sobie wyobrazić!
On nie może być porównywany z żadną inną istotą w Niebie i na Ziemi¸ a atrybutem, który Go odróżnia od wszelkich innych „elohim” – od Jego jednorodzonego Syna, mnogich zastępów anielskich oraz wszelkich istot w Niebie i na Ziemi – jest niezawisły atrybut nieśmiertelnego życia: „Jedyny, który ma nieśmiertelność, który mieszka w światłości niedostępnej, którego nikt z ludzi nie widział i widzieć nie może; jemu niech będzie cześć i moc wieczna. Amen” (1 Tym 6,16; por. 1 Tym 1,17) – napisał Apostoł.

Sytuacja zmieni się zasadniczo po zakończeniu dramatu grzechu, gdy Jezusowi Chrystusowi „poddane zostanie wszystko”, a On sam „odda władzę królewską Bogu Ojcu” i „sam Syn będzie poddany Temu, który mu wszystko poddał” (1 Kor 15,24-28). Odtąd zbawiony, nieskazitelny i odziany w nieśmiertelność lud Boży (1 Kor 15,50-54; 1 Tes 4,13-18), dostąpi zaszczytu oglądania Jedynego:
„Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8);
„Patrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi; i rzeczywiście nimi jesteśmy. Dlatego nie zna nas świat, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to ujawni, będziemy do Niego podobni; bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty” (1 Jana 3,1-3 BT);
„I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica dla męża swojego zdobna. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: <Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka z nimi i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM z NIMI”. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły>. I rzekł Siedzący na tronie: <Oto czynię wszystko nowe>. I mówi: <Napisz: słowa te są wiarygodne i prawdziwe>. I rzekł mi: <Stało się, Jam jest Alfa i Omega, Początek i Koniec. Ja pragnącemu darmo dam pić ze źródła wody życia. Zwycięzca odziedziczy to wszystko i będę Bogiem dla niego, a on dla mnie będzie synem>…” (Obj 21,1-7 BT);
„Nic godnego klątwy już [odtąd] nie będzie. I będzie w nim tron Boga i Baranka, a słudzy Jego będą Mu cześć oddawali. I będą oglądać Jego oblicze, a imię Jego – na ich czołach” (Obj 22,3.4 BT).
W pierwszej części tego artykułu

przytoczyłem zarówno logiczne jak i – co najistotniejsze – biblijne argumenty dowodzące, że jednorodzony Syn Boga jest współ-Stwórcą wszystkiego, co istnieje na niebie i na ziemi. Teraz chcę zwrócić uwagę na pierwszy rozdział Listu do Hebrajczyków, w którym autor koncentruje się na osobie jednorodzonego Syna Bożego:
„Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków; Ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył. […] Do którego bowiem z aniołów powiedział kiedykolwiek: Tyś jest Synem moim, Jam cię dziś zrodził? I znowu: Ja mu będę ojcem, a on będzie mi Synem? I znowu, kiedy wprowadza Pierworodnego na świat, mówi: Niechże mu oddają pokłon wszyscy aniołowie Boży. O aniołach wprawdzie mówi: Aniołów swych czyni On wichrami, a sługi swoje płomieniami ognia. Lecz do Syna: Tron twój, o Boże, na wieki wieków. Berłem sprawiedliwym berło królestwa twego. Umiłowałeś sprawiedliwość, a znienawidziłeś nieprawość; Dlatego namaścił cię, o Boże, Bóg twój olejkiem wesela jak żadnego z towarzyszy twoich. Oraz: Tyś, Panie, na początku ugruntował ziemię, a niebiosa są dziełem rąk twoich; One przeminą, ale Ty zostajesz; I wszystkie jako szata zestarzeją się, i jako płaszcz je zwiniesz, jako odzienie, i przemienione zostaną; Ale tyś jest zawsze ten sam i nie skończą się lata twoje”

Odczytanie tych słów wraz z fragmentem ewangelii wg Jana 1,1-3.10; Listem do Kolosan 1,15-18 oraz innymi wcześniej wskazanymi fragmentami Pisma Świętego nie pozostawia wątpliwości co do tego, że Ten, który stał się naszym Zbawicielem, z woli Ojca i wraz z Ojcem był Stwórcą wszystkich istot i wszystkich rzeczy.
Wiem wprawdzie, że są ludzie, którzy temu zaprzeczają, i boleję nad tym. Nie zamierzam im jednak w tym przeszkadzać, tak jak nie zamierzam przeszkadzać tym, którzy (jeszcze współcześnie!) wyśmiewają wiekopomne dzieło Kopernika, głosząc stanowczo, że to Słońce kręci się wokół Ziemi, a nie na odwrót… Internet pełen jest materiałów i filmów, których twórcy na wszelkie sposoby starają się upowszechniać swoje wsteczne <astronomiczne> poglądy, z <płaską Ziemią> włącznie… Tenże Internet pełen jest również sofistyki ludzi, którzy naszego Stwórcę i Zbawiciela chcieliby sprowadzić do poziomu człowieka – syna grzesznego Adama! I którzy <poprawiają> – lub wprost odrzucają – treść świętych ksiąg Nowego Testamentu, z których lud Boży przez niemal dwa tysiące lat czerpie zbawienną wiedzę, będącą podstawą wiary i chrześcijańskiej nadziei.
Nie wolno mi jednak, i nie zamierzam lekceważyć

wątpliwości tych osób, które czytając wersety Pisma głoszące, iż Stworzycielem jest sam Najwyższy, wpadają w rozterkę i niepokój. „Wyjaśnij mi – poprosił kiedyś jeden z braci – dlaczego, skoro Jezus Chrystus jest współ-Stwórcą wszystkich rzeczy, w Biblii znajdujemy wersety stwierdzające, że jedynym Stworzycielem wszystkiego jest Bóg Ojciec?”
– Faktycznie: Dlaczego?

Oto najważniejsze takie wypowiedzi:
„Czy nie mamy wszyscy jednego ojca? Czy nie jeden Bóg nas stworzył?” (Mal 2,10 BT);
„Oto dzieje początków po stworzeniu nieba i ziemi. Gdy Jahwe Bóg stworzył ziemię i niebo” (1 Mjż 2,4 BT);
„Wtedy to Jahwe ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (1 Mjż 2,7 BT);
„Tak mówi Pan, odkupiciel twój, który cię utworzył wnet z żywota matki: Ja Pan wszystko czynię, sam rozciągam niebiosa, rozpościeram ziemię mocą swoją” (Iz 44,24 BG);
„Tak mówi Jahwe, Święty Izraela i jego Twórca […] To Ja uczyniłem ziemię i na niej stworzyłem człowieka, Ja własnoręcznie rozpiąłem niebo i rozkazuję wszystkim jego zastępom” (Iz 45,11.12 BT);
„Upada dwudziestu czterech starców przed Tym, który siedzi na tronie, i oddaje pokłon Temu, który żyje na wieki wieków i składa korony swoje przed tronem, mówiąc: <Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, przyjąć chwałę i cześć, i moc, ponieważ Ty stworzyłeś wszystko, i z woli twojej zostało stworzone, i zaistniało” (Obj 4,10.11 BW);
„Wołał on głosem donośnym: <Ulęknijcie się Boga i dajcie Mu chwałę, bo godzina Jego sądu nadeszła, a oddajcie pokłon Temu, co niebo uczynił i ziemię, i morze i źródła wód” (Obj 14,7 BT);
„Morze jest Jego własnością: bo On sam je stworzył, i ląd stały jest ukształtowany Jego rękami; przyjdźcie, uwielbiajmy, padajmy na twarze i zginajmy kolana przed Jahwe, który nas stworzył!” (Ps 95,5.(BT);
„Przez słowo Jahwe powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego. […] Bo sam powiedział, a wszystko powstało; On sam nakazał, i zaczęły istnieć” (Ps 33,6.9 BT);
„Zapytaj zwierząt – pouczą. I ptaki w powietrzu powiedzą,. Zapytaj Podziemia, wyjaśni; pouczą cię i ryby w morzu. Któż by z nich tego nie wiedział, że ręka Jahwe uczyniła wszystko; w Jego ręku – tchnienie życia i dusza każdego człowieka” (Hioba 12,7-10 BT).

Odpowiadając, zwróciłem brata uwagę na werset 1 Kor 8,6: „Wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec z którego pochodzi wszystko i dla którego istniejemy, i jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko istnieje i przez którego my także istniejemy”.
Powiedziałem:
Jeśli z Boga Ojca pochodzi wszystko, to jest naturalne, że Dzieło Stworzenia zostało przypisane właśnie Jemu. To On jest Autorem i – niezależnie od tego, że Stworzenie dokonało się przez Jego jednorodzonego Syna – wszystko pochodzi z Boga Ojca! Posłużę się tu prostą ilustracją: W dwunastym rozdziale DzAp opisane zostało cudowne uwolnienie ap. Piotra z więzienia, jakie dokonało się za sprawą anioła (w. 6-11). Tymczasem w wersecie 17 Piotr mówi, że to Pan wyprowadził go z więzienia! Tak więc uwolnienie Piotra z więzienia –mimo iż bezpośrednio dokonane przez anioła – zostało słusznie uznane za działanie Pana (por. Dan 6,22-28; także tutaj interwencja anioła została przypisana Żywemu Bogu: „On wybawia i wyzwala… On wyratował Daniela z mocy lwów”)!
Nie mam wątpliwości, że w Dziele Stworzenia, zarówno zamiar powołania do istnienia wszystkich istot i rzeczy, jak i mądrość, umiejętność i moc potrzebne do realizacji każdego Bożego zamiaru – pochodziły ze ŹRÓDŁA, czyli z Boga Ojca! Także od Niego pochodziło ŻYCIE, które otrzymały wszystkie stworzone przez jednorodzonego Syna Bożego istoty i cała ożywiona materia. Bo wszak życie – czy udzielone stworzeniom bezpośrednio przez Boga Ojca, czy też przez Syna Bożego, pochodziło od Najwyższego: „Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi; mieć życie w samym sobie” (Jan 5,26 BT).
Na tej samej zasadzie należy moim zdaniem przyjmować występujące w proroctwie Izajasza zwroty (np. w Iz 44,24; 45,11.12): „Tak mówi Pan, odkupiciel twój, który cię utworzył wnet z żywota matki: Ja Pan wszystko czynię, sam rozciągam niebiosa, rozpościeram ziemię mocą swoją” […] Tak mówi Jahwe, Święty Izraela i jego Twórca […] To Ja uczyniłem ziemię i na niej stworzyłem człowieka, Ja własnoręcznie rozpiąłem niebo i rozkazuję wszystkim jego zastępom”. W słowach tych Najwyższy stwierdza, że jest jedynym Suwerenem wszechświata, Źródłem życia dla wszystkiego, cokolwiek istnieje. Ale to wcale nie znaczy, że wszystkich Swych dzieł dokonuje osobiście i jednoosobowo! W tym kontekście znamiennie brzmią słowa zapisane w Obj 4,10: „[…] Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, przyjąć chwałę i cześć, i moc, ponieważ Ty stworzyłeś wszystko, i z woli twojej zostało stworzone, i zaistniało”.
Napisałem już powyżej, że każdy mądry i dobry ojciec wdraża swego syna w obowiązki i zleca mu kolejne zadania do wykonania. Czyżby Bóg Ojciec tego zaniechał – sam tworzył przeróżne światy, mnogie istoty i rzeczy w niebiosach i na ziemi – a Syn (zgodnie z Jego wolą?) tylko się temu bezczynnie przyglądał?!… Należy posłuchać, co na ten temat powiedział sam Zbawiciel: „Tedy Jezus odezwał się i rzekł: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, nie może Syn sam od siebie nic czynić, tylko to, co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje mu wszystko, co sam czyni, i ukaże mu jeszcze większe dzieła niż te, abyście się dziwili” (Jan 5,19.20).
Łatwo zauważyć, że w Jan 5,19.20 znajdujemy ten sam przekaz, co w 1 Kor 8,6 („Wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec z którego pochodzi wszystko i dla którego istniejemy, i jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko istnieje i przez którego my także istniejemy”): – To z Boga Ojca pochodzi wszystko („nie może Syn sam od siebie nic czynić”), ale równocześnie, ucząc się od Ojca i naśladując Go, jednorodzony Syn Boży wraz z Nim czyni różne dzieła („czyni to, co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje mu wszystko, co sam czyni, i ukaże mu jeszcze większe dzieła niż te, abyście się dziwili)!

Porównam to z sytuacją, z jaką mamy do czynienia na co dzień w naszym życiu.
Mówi się, że mężczyzna powinien: (a) zbudować dom; (b) spłodzić syna; (c) posadzić drzewo – i wielu z nas z łaski Pana to się udało. Mnie również, a dlatego, gdy ktoś mię o to zapyta, z radością i satysfakcją odpowiadam: – Tak, to ja zbudowałem ten dom!
Czy to znaczy, że osobiście sporządziłem projekt, sam przerzuciłem każdą łopatę żwiru i położyłem każdą cegłę w murze? Oczywiście, że nie. Owszem, dużo zrobiłem sam, potem pracowałem z murarzem i z ekipą budowlaną, a potem znów sam. A przede wszystkim przez cały ten czas tuż obok była moja żona i syn, którzy mię wspierali i pomagali; wspólnie też planowaliśmy rozkład pomieszczeń i mnóstwo innych rzeczy, naradzając się jak to ma wyglądać i funkcjonować ku wspólnej satysfakcji i wygodzie (porównaj tę naszą skalę <mikro>, z biblijną informacją, o podobnym działaniu Boga w skali <makro>: „Uczyńmy człowieka, na obraz nasz, podobnego do nas, i niech panuje…”)!
Ale, niezależnie od tego, gdy ktoś o to zapyta, niezmiennie – zgodnie z prawdą i poprawnym formułowaniem myśli w naszym ludzkim świecie i środowisku – odpowiadam, że to ja zbudowałem ten dom! I nie zdarzyło się, by kogoś to zdziwiło, lub próbował korygować, że przecież nie dokonałem tego sam, bo pomagali mi inni.
Na tej samej zasadzie Pismo Święte odpowiada, że Stwórcą wszystkiego, co istnieje, jest Najwyższy!

W uzupełnieniu obrazu dzieła Stworzenia oraz udziału w nim Syna, należy raz jeszcze spojrzeć na zaangażowanie, a także postawę Jednorodzonego.
Bo zarówno we fragmencie Jan 5,19.20 jak i podobnych – gdy mowa jest o stworzeniu, lub dziele zbawienia, mimo że On także był i jest w nie zaangażowany – Syn niezmiennie eksponuje działanie Ojca:
„Tedy Jezus odezwał się i rzekł: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, nie może Syn sam od siebie nic czynić, tylko to, co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje mu wszystko, co sam czyni, i ukaże mu jeszcze większe dzieła niż te, abyście się dziwili” (Jan 5,19.20);
Wtedy rzekł Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że nic nie czynię sam z siebie, lecz mówię tak, jak mnie mój Ojciec nauczył…” (Jan 8,28);
„Odpowiedział im Jezus: Powiedziałem wam, a nie wierzycie; dzieła, które Ja wykonują w imieniu Ojca mojego, świadczą o mnie” (Jan 10,25);
„Bo Ja nie z siebie samego mówiłem, ale Ojciec, który mnie posłał, On mi rozkazał, co mam powiedzieć i co mam mówić…” (Jan 12,49.50);

Łatwo zauważyć pełną pokory i uległości, a przede wszystkim uwielbienia dla Ojca, postawę Syna!
On wie, że ŹRÓDŁEM wszystkiego – każdej cząstki potrzebnej wiedzy, mądrości, umiejętności, oraz aktywnej w Stworzeniu i Zbawieniu mocy – jest Bóg Ojciec! Jezus Chrystus wciąż o tym mówi przypominając, że „nic z siebie samego” nie może czynić i nie czyni.
On nigdy nie był dla Ojca ani <Partnerem> ani równoprawnym <Wspólnikiem>, lecz od początku był i jest pokornym i zaangażowanym Uczniem i Wykonawcą tego, czego Go uczył i co Mu ukazywał Najwyższy. A gdy – posłuszny woli Ojca – dokonuje kolejnych dzieł, czyni to ku chwale Jedynego Prawdziwego Boga (por. Jan 1,18; 17,1-4; Flp 2,9.10).
I nawet wtedy, gdy nastał czas uwielbienia Syna (Jan 17,5) – gdy został wywyższony i odbiera należną Mu cześć – czyni to „ku chwale Boga Ojca” (Flp 2,11)!
W ten sposób raz jeszcze znajduje potwierdzenie wyrażona przez Apostoła fundamentalna prawda, że „dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, z którego pochodzi wszystko i dla którego istniejemy, i jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko istnieje i przez którego my także istniejemy”
Aby to w jeszcze dokładniej zrozumieć, należy uwzględnić,

w jakim otoczeniu żyli naówczas Izraelici. Wiadomo, że sąsiadujące z nimi narody pogańskie, wyznawały politeizm, a świat ich religijnych wyobrażeń zapełniony był bogami i półbogami, władającymi poszczególnymi żywiołami i regionami danego kraju, którzy toczyli z sobą ustawiczne wojny. A także demonami, ku czci i dla przebłagania których praktykowano mroczne, krwawe magiczne, okultystyczne rytuały.
O tamtym czasie i sytuacji pewne wyobrażenie daje nam późniejsza grecka mitologia, w której roi się od różnorakich bogów, którym ich wyznawcy – jak zgryźliwie zauważył krytyk religii Homera, Ksenofanes z Kolofonu (VI wiek przed Chrystusem) – „przypisywali to wszystko, co u ludzi wstyd i hańbę przynosi” 1)
Ilustracją nieporządku, walk i podstępów, do jakich dochodziło w świecie bogów, może być historia Kronosa, który w według mitologii rządził światem wraz z małżonką Reją:
„Był to władca ponury i podejrzliwy. Większą część uwięzionych braci pozostawił w otchłaniach Tartaru. Zachował w pamięci klątwę ojca, który mu przepowiedział, że i jemu syn odbierze berło. Każde więc dziecko, które powiła Reja, natychmiast połykał. W ten sposób pięcioro dzieci dostało się do potwornych wnętrzności tytana. Gdy urodziło się szóste dziecko, Reja podała Kronosowi kamień zawinięty w pieluszki. Kronos połknął kamień sądząc, że połyka syna. Tymczasem Reja zeszła na ziemię. Chciała umyć niemowlę, ale nigdzie nie mogła znaleźć źródełka. Pomodliła się do Gai i uderzyła berłem w skałę. Z twardego głazu wypłynął jasny strumień wody. Wykąpawszy dziecko nadała mu imię Deus (Zeus) […] Dzeus dorósł i wyszedł z ukrycia, aby stanąć do walki z ojcem. […] Olimp był właściwym królestwem Dzeusa, odkąd, po wojnie z gigantami, podzielił się Dzeus władzą nad światem z dwoma braćmi: Posejdonem i Hadesem; wszyscy trzej ciągnęli losy. Dzeusowi dostało się niebo i ziemia wraz z Olimpem, Posejdonowi morze, Hadesowi królestwo umarłych w podziemiu. Dzeus jako pan nieba obwołał się bogiem najwyższym, któremu wszyscy winni posłuszeństwo. W początkach bracia burzyli się nieraz, zwłaszcza gwałtowny Posejdon, bywały nawet rewolucje pałacowe, ale Dzeus dzięki swej sile i rozumowi odnosił zwycięstwa, póki wszyscy nie poddali mu się bez szemrania…” 2)

Zazdrość, podstępy i bratobójcze walki, intrygi i krwawe wojny o niezależność i władzę, straszliwa nienawiść i okrutna zemsta – oto, co cechowało tamten świat bogów. I takimi obrazami karmiona była wyobraźnia ludów; taki obraz duchowego świata utrwalał się w świadomości narodów… A jeśli nawet pojawiał się wśród nich jakiś dobry bóg, czy tytan, który – jak np. Prometeusz – pomagał nieszczęsnym ludziom, natychmiast spadała nań straszliwa zemsta naczelnego bóstwa, zazdrosnego o swoje wpływy:
„[…] Niby mdłe zjawy senne błądzili ludzie, bezradni wobec potęgi przyrody, której nie rozumieli. Wszystkie ich czyny były nieświadome i bezładne. Widząc to Prometeusz zakradł się do wielkiego spichlerza ognia w niebiesiech i przyniósł na ziemię pierwsze zarzewie. W siedzibach ludzkich zapłonęły jasne ogniska ogrzewając mieszkańców i płosząc drapieżne bestie. Mądry tytan uczył ludzi umiejętnego używania ognia, sztuk i rzemiosła. Nie spodobało się to Dzeusowi. […] Dzeus zemścił się okrutnie. Na jego rozkaz przykuto Prometeusza do skały Kaukazu. Co dzień zgłodniały orzeł zlatywał, by mu wyjadać wątrobę, która wciąż odrastała. Wokoło było pusto i głucho. Skazaniec nie słyszał głosu ludzkiego ani nie ukazywała mu się twarz przyjazna. Palony gorącymi promieniami słońca, bez ruchu i spoczynku, trwał Prometeusz, niby wieczny wartownik, dla którego zawsze za późno przychodzi noc w płaszczu gwiaździstym, i za późno zorza poranka roztapia się w ciepłocie dnia. Jego próżne jęki spadały przepaść gór, jak martwe kamienie…” 3)

Podobne, a częstokroć jeszcze bardziej mroczne i krwawe wyobrażenia o świecie bogów i demonów, miały narody Kanaanu, których ziemie zajęli Izraelici.

Wizji duchowego świata pogan, napełnionego pełnymi podstępu i wzajemnej wrogości bożkami, Izraelici przeciwstawiali radykalną koncepcję Jedynego Boga Jahwe, Stwórcy nieba i ziemi, wszechmocnego i wszechwładnego Suwerena, sprawującego absolutną władzę nad całym, widzialnym i niewidzialnym światem; nad wszystkimi narodami i ludźmi.

Już to jedno było dla pogan dziwne, niezrozumiałe i trudne do ogarnięcia.
Gdyby wtedy upowszechniono kolejną informację, że Najwyższy ma Syna, który współdziałał z Nim w dziele Stworzenia, ludzie ci – uczeni dotąd, że bogowie, tak jak ludzie, walczą z sobą o władzę i wpływy – niewątpliwie automatycznie odnieśliby tę sytuację do Jedynego Boga Jahwe i Jego Syna…!
Wszak na co dzień widzieli, jak ich władcy w walkach o tron uśmiercają swych synów i jak synowie z tego samego powodu dopuszczają się ojcobójstwa; o takich samych walkach wśród bogów mówiła ich religia – dlaczego mieliby inaczej myśleć o Bogu Izraela…?
Kto miałby ich pouczyć, że ta relacja jest diametralnie odmienna…?
(Owszem, żył kiedyś człowiek – „Agur, syn Jake z Massy” – który dowiedział się, że „Najświętszy” ma Syna – i poruszony tą wiedzą, zapragnął się dowiedzieć, „jakie jest Jego imię? I jakie jest imię Jego Syna” (Przyp.Sal 30,1-4). Mówiąc wprost, Agur chciał poznać naturę i charakter Ojca i Syna, ich wzajemną relację, a także dążenia i posłannictwo – bo wszak to właśnie zamyka się w „imieniu”. Ale ilu żyło na świecie ludzi podobnych do Agura?!)

Niestety, wiedza o rzeczywistej relacji między Bogiem Ojcem a jednorodzonym Synem – tak dobrze nam znana – dla dusz i umysłów tamtych ludzi, karmionych od wieków zgoła innymi wyobrażeniami, była zbyt wielka i stąd całkowicie nieprzyswajalna!…
Dopiero po wiekach, gdy Najwyższy objawił się światu w Osobie i czynach Jezusa Chrystusa, On sam, a potem Jego Apostołowie ogłosili te – wcześniej częściowo ukryte – prawdy, zarówno Izraelowi, jak i narodom pogańskim. Dla nas zostały one utrwalone w nowotestamentowych księgach świętych. I tylko jest bardzo smutne, że wiedzy tej wciąż nie ogarniają ludzie, którzy
podważają natchnienie Nowego Testamentu!

Tymczasem podważanie natchnienia ksiąg nowotestamentowych jest brzemienne w skutki. A osoby, które się tego dopuszczają, podobne są do kogoś, kto usiłuje płynąć – stojąc okrakiem w dwóch łódkach! Bo ludzie tacy, z jednej strony – kwestionując natchnienie i poprawny przekład znacznej części Nowego Testamentu – faktycznie lekceważą święte księgi i dowolnie nimi manipulują, jakby były zwykłymi, zrodzonymi z ducha ludzkiego książkami! Z drugiej zaś strony – jako że nie są w stanie, i nie wypada im radykalnie odciąć się od Nowego Testamentu – posługują się jego wybranymi fragmentami, jeśli tylko znajdą w nich coś, co w ich rozumieniu zgadza się z ich poglądami.
Myślę, że byłoby i prościej i uczciwiej, gdyby jednoznacznie się określili, czy uznają natchnienie nowotestamentowego zbioru ksiąg świętych, czy też nie. Bo wspomniana już przeze mnie wcześniej (patrz: artykuł nr 7. niniejszej serii) postawa i metoda: „wybieramy pewne elementy, które możemy złożyć w całość i dojść do poznania pełnej prawdy”4) – jest pożałowania godna, jako że przygotowanie zacytowanych osób do takiego działania jest niemal równe zeru!

Ambiwalentny w swej postawie i wywodach jest też „niezależny biblista” z FAKTÓW i mitów (patrz: mój artykuł nr 8/2 niniejszej serii) – zdaniem którego to Biblia hebrajska (Stary Testament) jest „całym” i „wystarczającym do zbawienia Pismem Świętym”! 5)
Trudno te słowa zrozumieć inaczej, niż publiczne oznajmienie, że księgi nowotestamentowe ani nie należą do Pisma Świętego, ani nie są konieczne do zbawienia.
Początkowo było dla mnie zagadką dlaczego – mając takie przekonanie – rzeczony publicysta wielokrotnie i w różnych kwestiach odwołuje się do ksiąg nowotestamentowych?… Aż zrozumiałem, że traktuje on Nowy Testament jak każdą inną pozycję religijną czy historyczną, przyjmując z niego tylko to, co się zgadza z jego osobistymi poglądami. Dlatego podchodzi do niego wybiórczo – uznając tylko niektóre fragmenty i wypowiedzi, i to tylko w zakresie, w jakim potwierdzają one natchnione wypowiedzi Starego Testamentu! Natomiast inne – które przyniosły ludzkości bogactwo informacji, nauk i duchowej inspiracji Nowego Przymierza – gotów jest odrzucić i/lub przekształcić, jeśli tylko znajdzie się jakiś historyk lub biblista, który zakwestionuje tę lub inną nowotestamentową wypowiedź, albo zaproponuje jakąś inną interpretację konkretnego fragmentu…
Tak to postrzegam, i teraz dziwię się już tylko, z jakiego powodu „niezależny biblista” wciąż uznaje się za chrześcijanina…
(c.d.n.)

Przypisy:

1) Jan Parandowski, Mitologia, wyd. Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1953, str. 15.
2) Tamże, str. 37.38.48.
3) Tamże, str. 43-45.
4) Cytat z opracowania zatytułowanego „Moje przemyślenia; kim jest Jezus?” (archiwum własne – SK).
5) Por. FAKTY i mity, nr. 25 (746), 20-26.VI.2016, str. 21; oraz: nr 26 (747), 27.VI – 03.VII.2016, str. 21.